Odchodzę

Pracę zmienić jest bardzo łatwo – wystarczy chcieć i zrobić krok więcej niż tylko wysłać ogłoszenie. Ale zmienić na taką, w której zostaniesz dłużej niż rok – to mega sztuka. Więc zanim sprzedasz duszę diabłu za kilka stów więcej, będziesz mieć medicover zamiast luxmedu i miejsce parkingowe pod biurem za free – upewnij się że nie palisz mostu, na którym nadal stoisz. Bo Ciebie zaboli najbardziej.

Tak mi się życie ułożyło, że nigdy z roboty nie uciekałem – nie musiałem kłamać że „nie rozwijam się” czy „dostałem lepszą propozycję”. Większość firm do których trafiłem, ugościła mnie na tyle rozsądnie długim okresem, żebym mógł pokazać co potrafię i nauczyć się wystarczająco dużo, aby starać się szukać czegoś nowego..

Ale nie o mnie tu dzisiaj będzie. A o tych wszystkich was, co mylicie odwagę z głupotą..

Zacznijmy klasykiem: 

Niezaprzeczalnym zwycięzcą w rzucaniu papierami dla mnie jest gość, który swojemu szefowi przesłał skan wypowiedzenia (w dodatku ..podpisany) mailem. I gdyby szefa nie było w pracy, to jeszcze bym zrozumiał – może się chłopakowi spieszyło…Zgrozo..jego szef siedział na przeciwko!! Ale fakt – spieszyło mu się, bo po tym – spakował się i wyszedł. Nie wrócił.

Pomyślisz …naciągany żart! Heh, też bym tak pomyślał – gdyby mnie tam nie było! I mógłbym rozpisywać się o formach składania wypowiedzenia, komentarzach i personalnych epitetach towarzyszących ludziom w takich chwilach, lecz czy nie fajniej byłoby wreszcie wejść na stół jak Jarek na taboret przed pałacem i opierdolić was, drodzy rezygnujący z pracy, za bezczelność, dziecinne zachowania rzyganiem rtęcią na prawo i lewo, a zwłaszcza za brak rozmowy, że coś jest nie tak?

Ale po kolei:

Przychodzi taki dzień w pracy, gdy odbierasz telefon i słyszysz „gratulujemy wygrane rekrutacji – zapraszamy do nas!”. To, co dzieje się z człowiekiem po usłyszeniu w/w słów -opisali sami spytani:  „ulgę, że mogę stąd uciec”. I to jest spoko, bo każdy ma prawo czuć satysfakcję z podjęcia kolejnej zawodowej decyzji. Ale to w jaki sposób ludzie rozstają się ze swoimi obowiązkami, ludźmi z którymi spędzają połowę czasu i forma -to już nie jest OK. Mało tego – o tym mało się czyta w branżowych wypocinach. Pewnie że bardziej sexy jest nakręcanie ludzi na zmianę pracy (bo przecież gołym okiem widać że firmy przepłacają sobie ludzi nawzajem), ale chciałbym gdzieś przeczytać, jak pozostawiać sobie dobre wrażenie – zamiast jedynie robić je na rozmowie o pracę.

Każdemu życzę, żeby zmienił pracę na taką, w której zostanie. Ile? Tyle ile będzie Ci ona sprawiała satysfakcję i kasa będzie się zgadzać..hehe.

A co potem? Co jeśli to się skończy? No właśnie..

Dziś, siedząc po stronie firmy widzę, jak łatwo przychodzi ludziom rzucenie papierem. Nie mówię, że nie walczysz w głowie, nie rozmawiasz w domu i nie słuchasz znajomych. Mało jest osób, które są w stanie przyjść do swojego szefa i powiedzieć, że coś nie gra. Nie jest sztuką wyjść i pierdolnąć drzwiami – to potrafi każde dziecko, ale 

Nie chcę się wypowiadać za większość lub wszystkich, ale myślę że dopóki masz otwarty dialog z szefem – zanim zdecydujesz się położyć papier – idź i pogadaj. Pewnie będą emocje, płacz czy łzy, polecą ze trzy kurwy – ale jeśli nie masz szefa idioty – zrozumie że Ci cholernie zależy, a nie że chcesz się po prostu wyrzygać.

  • A co jeśli nie mam?
  • …..

To trochę jak w związku – nie przyjdziesz i nie powiesz z dnia na dzień „ej, odchodzę”, spakuje. To niemoralne. Wiadomo, jak Ci zależy, to choćby nawarstwiło Ci się milion bzdur które urosły do ósmej potęgi i sprawiły że „inaczej się nie da” – przyjdziesz i pogadasz – czemu? bo Ci zależy, bo chcesz żeby druga połówka zrozumiała gdzie leży problem,itp.  Jak nie nie reaguje – zaczniesz mówić „głośniej”. A jeśli nie usłyszy – odejdziesz – tak mi się przynajmniej wydaje, że jest najuczciwiej.

A w pracy? 

Tu jak widać nie mamy skrupułów. Tu nie potrzebujemy się aż tak starać. Bo niby po co?

Tu płacą nam za robotę i jak nam nie pasuje to radź sobie pracodawco beze mnie. Ktoś inny wykupi mój czas i będzie bardziej. Wszystko będzie lepsze!

I tak sobie myślę, po co wam, drodzy pracownicy, szkolenia z komunikacji (której podobno wszystkim zawsze brakuje), korporacyjnego „feedbacku” – skoro na koniec dnia i tak każdy boi się przyjść i powiedzieć co nie gra. Większość ludzi których spotykam wychodzi z założenie że nie warto, bo jeszcze zwolnią mnie pierwszego.A poza tym nikomu nie muszę się tłumaczyć. 

Chcesz zmienić pracę na lepszą?

 

Umów się na 15-minutową, bezpłatną analizę swojego CV i przygotuj się do rekrutacji lepiej niż inni!