Na zbity pysk, czyli otrzep się i do roboty!

Choć rzygam już codziennymi wpisami jak to jest źle i olaboga, trochę jest tak, że wczorajsza historia zabrała pióro wszystkim wizjonerom i bardom biznesu, robiąc ze wszystkich klakierów i widzów przesłodzonych konferencyjnych prezentacji – idiotów. Widzę ludzi z firm (które szanowałem jako pracodawców, śledząc ich napompowane marketingowe oblewanie się szampanem sukcesu) zatrudniających setki ludzi i z dnia na dzień zwalniających tych, którzy dla tego sukcesu poświęcili małżeństwa, nadal leczone zdrowie, lecz i swoje prywatne pasje (uśmiejesz się, lecz ile razy Tobie zdarzyło się zostawić trening/jogę/sylwestrową obietnicę nauki angielskiego 2 razy w tygodniu?) wmawiając sobie “muszę to skończyć”?

 

Jebło zdrowo,co?!”, (w tych i podobnych słowach) powtarza przynajmniej co trzecia osoba która przede mną w Biedronce i rozmawia przez telefon, lecz zamiast “damy radę”, ciągle słyszę “jakoś to będzie”. Jakoś jest nijakie, definiuje jedynie niezaplanowane przetrwanie i akceptację czegokolwiek. To nie jest enough (nie dla mnie) choć wiem ,że niektórym tyle do szczęścia wystarczy. I szacun.

I po (jak na mnie przystało – normalnym, choć dla ludzi “ą-ę” jak zwykle będzie to niepoprawne i za mocne) dzisiejszym artykule mam nadzieję że dwie lub trzy osoby znajdą w tym sens i motywację do zejścia z kanapy.

Bo pewnie mógłbym, jak większość obecnie, napisać kolejnego posta o wirusku, home offisku, stać się samozwańczym mistrzem porad o szukaniu pracy (a “ą-ęki” bardzo lubią takie posty, oh well, są ostatnimi dla których to piszę). Tylko po co? Jesteśmy dorośli, każdy poznał w szkole etymologię i definicję słowa “kryzys”, “bezrobocie” i “przyszłość”. 

Nie wpieprzam się nikomu w portfel, oszczędności, ale do cholery, co się musi wydarzyć, żeby chcieć spróbować nowego? Ja wiem, to wymaga odwagi, przereklamowanej pokory i ambicji, której niestety ludziom brakuje. 

Spróbuj, bo masz zajebistą okazję udowodnić sobie, że nie umiesz (lub wręcz odwrotnie).

Dlaczego w tej kolejności? Bo wiem, że nie będzie Ci się chciało wpisać w google “jak sprawdzić, czy mój pomysł na biznes ma sens?”. To spowoduje lawinę nowych stron/linków/artykułów/narzędzi które trzeba będzie poznać, aby z pomysłu (który jest wart tyle ile kawa, na którą Cię ktoś zaprosi żeby o nim pogadać) i niepoukładanych myśli – stworzyć coś, wartego uwagi. Ale nowe, wymaga ochrony – stać Cię na taki komfort? Dasz radę przez następne 6 miesięcy dzień w dzień przyjmować “nie dziękuje, my już mamy” lub pogodzić się z brakiem odpowiedzi na setki wysłanych wiadomości?

Jeśli nie dźwigniesz powyższego, to “jutro” znowu będziesz w pracy. Jakiej? Kto wie, może jako były manager reklamy w korpo będziesz rozwozić żarcie pod drzwi, może chwycisz za kierownicę i będziesz rozwozić paczki po domach. A może twister zawodowy Ciebie tylko liźnie i po wszystkim z orgazmem euforii bezpieczeństwa, ocierając kroplę zimnego potu drżącą ręką, wrócisz do swojego biurka i dalej będziesz robić swoje. Tylko patrząc na biurko naprzeciwko przez chwilę pomyślisz o kimś, kto miał mniej szczęścia i niestety jego linijka w Excelu była niepotrzebna.

 

Rynek nie lubi próżni, a Twój wstyd ma w dupie

 

Uwierzysz, jeśli Ci powiem że znam 4 managerów, którzy obracali milionami, stawiali e-biznesy a teraz rozwożą paczki, stawiają ludzi na nogi (zakuwając przez 2 lata po nocach fizjoterapię) i uczą się elektryki żeby w remontach robić. 

Oni jeszcze nie zarabiają  jak wcześniej, ale są szczęśliwi, spełnieni i choć ostatnie zero w przelewie kosztuje więcej niż wczoraj i ciężko się przełyka niepewność miesiąca w obecnych czasach, to oni są moimi bohaterami (tak, lekarze też, żeby nie było).  Zdeterminowanymi i zawziętymi, a co najważniejsze uśmiechniętymi ludźmi. Oni nie potrzebowali coachów biznesu, mentorów, doradców i wizjonerów, którzy wszyscy się obecnie pochowali.Przypadek? Akurat, gdy trzeba było udowodnić swoje słowa i użyć defibrylatora reanimując ludziom miejsca pracy – oni, wsadzili głowę w piasek, a przy dźwięku ich łamiącego się o wyschnięte źródło budżetu na ich usługi – pustego dzioba, ludzie, którzy byli zależni od ich decyzji, zostali dziś na bruku.

 

Nowe wzorce

 

Gość który wymyślił biznes Pan Kanapka, usługujący wam – porannym głodomorom, leniom kulinarnym, potrafi zebrać oszczędności na parę miesięcy do przodu i uratować połowę miejsc pracy. 

Właściciel małej agencji potrafi oszczędzić swoje zyski zamiast brać kolejne auto za miliony w leasing, usiąść z ludźmi do stołu, (uwaga) poprosić żeby wzięli należne im urlopy płatne/ bezpłatne i powiedzieć “chcę z wami dalej pracować, bo za chwilę będzie lepiej)

Szef kilkudziesięcioosobowej firmy ( software house’u)  potrafił schować trochę grosza na czarną godzinę, bo wiedział że w końcu kiedyś pierdolnie. A programiści drugi raz nie przyjdą do firmy, z której raz im podziękują. 

Tylko dlaczego ludzie, którzy mają czelność tytułować się Chief Executive cośtam, uśmiechać się w blasku fleszy na pierwszych okładkach gazet, wypierdalają ludzi z dnia na dzień na pysk? Bo milionowe zyski nie pokryją niepewności 4 miesięcy i trzeba ratować swoją dupę?

Bajki o przyjaźniach, na zawsze wiernych obietnicach szczerości i partnerskiej współpracy zsunęły się jak Leo z drzwi Tytanica w zapomnienie,  wraz z odgórnym mailem “zwolnij” od Zarządu. I nie winiłbym Twojego szefa – on też ma ludzi, którzy mówią mu, co ma robić – cóż, taki świat. Nawet CEO ma szefa, gwarantuję Ci – 100 razy gorszego od Twojego.

Liderzy biznesu i Pracodawcy Roku od wczoraj noszą dla mnie inną pelerynę. Niewidzialną, tę bez garnituru, założonych z pewnością siebie rączek na zdjęciach. Uszytą z troski i pracy u podstaw, której nigdy w CV u nikogo “ważnego”, nie przeczytałem.

Więc kiedy skończysz już odmawiać pacierz swoich drewnianych niespełnionych planów, jak źle się stało i dlaczego Ciebie to dotknęło, zamknij oczy i zastanów się, jak kopnąć się w dupę, bo za chwilę – pewnie dłuższą  – wszystko wróci do “normy”. Nie tej, którą pamiętasz z przed 2 miesięcy – o niej zapomnij. Innej, pełnej nowego stresu, nieprzespanych nowymi problemami nocy i na nowo powtórzonych, tych samych choć jakże inaczej ubranych, błędów. 

Lecz zależnej od Twojej jutrzejszej decyzji, jak życzę Ci- innej od wczorajszej.

Dobrze Ci życzę, niemniej jak powiedział Kwinto w Vabanque, trzeba było uważać..

 

P.S. Jeśli czujesz, że ten artykuł wnosi fajną wartość – wyszeruj lub kliknij 👍