Dylemat

A: oho! Kolejny….! – rzuciła Anka do koleżanek z HRu na open spejsie, wymachując w górze CV, dumnie unosząc swoje ego, które o mały włos walnęło by o sufit.. 

B: ale się porobiło, nie? Rzucają pracę co chwila i myślą że my naiwne jesteśmy i uwierzymy ckliwym tłumaczeniom – odpowiedziała Beata, (2 lata doświadczenia w rekrutacji, od pół roku Specjalista) wychylając głowę zza monitora.

Ania poświęciła 8 sekund na zapoznanie się z CV (pora nazwać naszego bohatera, przypadkowo oczywiście) Kuby. Skanując jego życiorys, niczym puma sawannę o poranku w poszukiwaniu soczystego śniadania, skupiła się na ostatniej firmie: zakres obowiązków – zgadza się, staż w ostatniej firmie: 4 miesiące. “Do widzenia” – rzuciła w myślach, odkładając jego życiorys do wiecznego archiwum – szuflady z podobnymi “przypadkami”, którą raz na kwartał opróżnia, oddając do zniszczenia, spalenia, czy innego unicestwienia – anyway, to już nie jej sprawa, co się z tym stanie.

Lecz pewnie czytałaby jego CV dalej, a może i w konsekwencji zarekomendowała do spotkania z managerem, gdyby nie fakt, że na studiach uczyła się zbyt pilnie i za bardzo wzięła sobie do serca zdanie, zasłyszane na jakimś durnym gościnnym wykładzie z rekrutacji „jeśli raz zmienił pracę po 3 miesiącach to może być przypadek, jeśli drugi – to i zaraz znowu zmieni”.

Nie weźmie więc na siebie ryzyka konsultacji z szefem działu sprzedaży, dla którego rekrutuje – raz już się pośliznęła na kandydacie, który nie przyszedł na spotkanie (a którego tak zachwalała) – teraz musi być ostrożniejsza. 

 
(Po drugiej stronie lustra)

Kuba (7 lat doświadczenia w sprzedaży, piął się po zasłużonych szczeblach kariery w dwóch firmach, awanse, wyróżnienia, zamyka sprzedaż po ludzku, bez skryptów. Regularnie. No kozak.) 

Niestety, musiał poszukać zmiany, ponieważ po 6 miesiącach od rozpoczęcia, jego szef dostał ofertę życia i uciekł do konkurencji, a na jego miejsce przyjęli typowego „do it, teraz” kołcza, który bardziej od świecenia przykładem, mantrował o wychodzeniu ze strefy komfortu. No nie szło się dogadać, o normalnych relacjach nie wspominając. Odpowiedział na kilka ogłoszeń i dostał zaproszenie na spotkanie. Po prawie 3 godzinach siedzenia w startupowym biurze (no dobra, w zwykłym mieszkaniu w bloku), dzwoniąc do żony rzucił “chyba mamy to!”, nazajutrz dostał ofertę – postanowił zaufać swojemu przyszłemu szefowi. Taki „łebski i normalny ziomek”- pomyślał, a że rozmowa była „na luzie”, to  spośród pozostałych dwóch ofert, które otrzymał na podobne stanowisko, postanowił zawierzyć swojej intuicji.. Co go przekonało? Usłyszał, że zostanie dyrektorem. Musi tylko sprawdzić się w boju i (po raz kolejny w swojej karierze) udowodnić, że potrafi sam dowieźć wynik. Niestety, perspektywę świetnych „partnerskich i opartych na zaufaniu” relacji – zweryfikował po pierwszym miesiącu niezadowalający poziom sprzedaży. W efekcie, zamiast skupic sie na umawianiu spotkań, z tyłu głowy czuł oddech swojego szefa śledzący każdy jego krok, mail, nie wspominając już o wspólnych spotkaniach u klientów, na których nie dane mu było się odezwać. Wiedział, że nie dociągnie do trzech miesięcy w tej atmosferze. Wiedział, że pierwsze o co go spytają na rozmowie to „czemu znowu chce zmienić”? Robotę rzucił, lecz tym razem, telefon milczy. 

 

Agata

Agata wysyłając swoje CV na to samo ogłoszenie co Kuba pomyślała, że jeśli wymagają 3 lat doświadczenia, a ona rok była co prawda na etacie (w tym 6 miesięcy w „polu” a pozostałe 6 miesięcy na zwolnieniu lekarskim i 2 lata na macierzyńskim i wychowawczym) – to spełnia oczekiwania idealnie. Przecież nie mogą jej zapytać na rozmowie o dzieci więc jeśli dobrze obmyśli strategię, to powinno się udać (jej szefowa chwilę przed nią też zaciążyła, więc niedługo potem zostały całkiem bliskimi koleżankami od pieluch – gdyby jakiś przyszły pracodawca pokusił się o sprawdzenie referencji, dostanie idealnie wiarygodne – już to przegadały podczas parkowych spacerów z wózkami).

Kiedy zadzwoniła Ania, była w trakcie odprowadzania córki do żłobka na adaptację (podkład dźwiękowy ze spazmów dochodzących z wózka, nie pomagał w rozmowie) więc poprosiła jedynie o wysłanie szczegółów na maila.

Ogłoszenie, na które zaaplikowała przypomniała sobie dopiero otwierając linka w mailu zapraszającym na spotkanie. Nie było to co prawda stanowisko marzeń, ale trzeba iść, “sprzedać się” i może coś lepszego znajdzie się w trakcie.

 

Maciek

Jego po 2 miesiącach z ostatniej firmy wyrzucili za picie. Nie za to, że przeholował na kilku imprezach i wychylił za dużo – pił regularnie, przed pracą małpeczkę, po pracy już więcej. Nie złapaliby go, gdyby nie miał kiedyś spotkania u klienta, który siedział zbyt blisko i czując alko, po spotkaniu zadzwonił do jego firmy żeby pogadać z szefem Maćka. Na efekty długo nie trzeba było czekać, bo chłopak nie wyciągnął lekcji, przychodząc nazajutrz do roboty po “maluchu”.

W poprzedniej firmie natomiast, wytrzymali z nim 3 miesiące. Pewnie siedziałby tam dłużej, gdyby koleżanka z recepcji nie zdecydowała się wreszcie opowiedzieć w HRach o jego „szarmanckich” tekstach, zaproszeniach do pokoju na wyjeździe integracyjnym oraz tych nic „nie znaczących” muśnięciach ręką po jej biodrach. 

A z jeszcze poprzedniej- wyleciał za to samo. Tylko że szybciej, po 2 tygodniach.

Jego CV i profil na Linkedin idealnie współgrają ze sobą, nie wzbudzając najmniejszych podejrzeń: przez ostatnie 6 lat (i nadal) był konsultantem i pracował na projektach. Nazw firm oczywiście ujawnić nie może, magiczne zwrot „NDA” zamyka dyskusje o referencjach, prawdziwym zakresie obowiązków oraz zrealizowanych celach. 

Jak widać, nie miał problemów żeby dostać robotę – był mega wygadany i mówił to, co chcieli usłyszeć. Niby lisek, a jednak wiedział, że kiedyś szczęście przestanie się uśmiechać i trzeba sobie zrobić w jakiejś firmie dłuższy staż.

 

Rozwiązanie zagadki

Wszyscy troje wysłali swoje CV na koordynatora sprzedaży, a po stronie przyszłego pracodawcy, odpowiedzialną za proces rekrutacji osobą – była właśnie Ania.

Aplikację Kuby odrzuciła od razu,  mimo że, bo jako jedyny z całej trójki nie ściemniał w CV. Otwarcie napisał o długości swoich “przygód”. Był gotowy powiedzieć jak było (z jego perspektywy), lecz do tego potrzebna jest osoba po drugiej stronie, która zechce słuchać. Ale poziomu handlowca na papierze nie sprawdzisz. Niestety, dla niedoświadczonych HRowców, jeśli wasz staż nie będzie wystarczająco długi w jednej firmie, zostaniecie odrzuceni. 

 Maciek miał więcej szczęścia, ponieważ po uprzednim przejrzeniu 15 bezsensownych aplikacji, energii i motywacji Ani do sprawdzenia, co się kryje pod papierową taflą ściemy – tego dnia zabrakło. Nawet była pod wrażeniem projektów jakie ostatnio zrealizował – co bardziej ją utwierdziło w przekonaniu, że z takim doświadczeniem i stażem, może być kolejnym dowodem jej świetnej pracy rekrutacyjnej. Tak czy inaczej, zaprosiła go na spotkanie a on jak zwykle, nie zawiódł i “sprzedał się” perfect.

Agata na spotkanie poszła na mocnej spinie, ale że gadane również miała niezłe, nie dostała od (potencjalnego) przełożonego nawet 10 pytań, bo sama się rozgadała o klientach, życiu w trasie, dobijania do planu ostatniego dnia miesiąca, że nie zauważyli jak grubo uszyła sobie tę historię. 

Tylko Kuby szkoda, i wszystkich jemu podobnych ludzi, którzy nie kłamią, nie szyją i nie zakrzywiają rzeczywistości. Ufają, że po drugiej stronie siedzi ktoś kompetentny, dla kogo fakt rozstania z ostatnim pracodawcą po 3 miesiącach nie zawsze jest z winą pracownika. Mówią że “przychodzisz do firmy – odchodzisz od szefa”  – i mają rację. Ale dla śmiesznie rozkochanych w swojej władzy nad ludzkim losem HRowców, wchodzenie w szczegóły motywacji i powodów rozstania na etapie selekcji CV, jest ujmujące.

P.S: Imiona: przypadkowe.

P.S. 2: Przytoczone przykłady: prawdziwe

P.S.3: Jeśli czujesz, że ten artykuł wnosi fajną wartość – wyszeruj lub kliknij 👍