K jak Kandydaci, co czasu potrzebowali…

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Na spotkanie rekrutacyjne przychodzi chłopak, ja wiem? Jakieś 24-25 lat. Zaaplikował do Działu Obsługi Klienta. Doświadczenie miał takie sobie, ale że „kumaty” był i rozgadany w rozmowie telefoniczne, pomyślałem, czemu by nie dać młodemu szansy? Przegadaliśmy zakres obowiązków, powiedział od kiedy może zacząć i jedyne, co mi pozostało, to zadanie mu dwóch standardowych pytania:

– No dobra, to powiedz mi, proszę, ile chciałbyś zarabiać?

– No więc tak: chciałbym zarabiać dwa tysiące netto.

– Ok., a jaki charakter umowy Cię interesuje? Umowa o pracę, zlecenie, dzieło?

– Tylko umowa o pracę!

– A czemu?

– Bo mama mi tak kazała.

– .. (mike down)..

I tym radośnie dziecięcym akcentem witam Was w kolejnym odcinku bloga!

 

Jestem w pracy, nie mogę rozmawiać

Nie znam osoby która nie wysłałaby swojej aplikacji na ogłoszenie z firmowego komputera. Jakoś nie stresujemy się wchodząc na portale z ogłoszeniami w czasie pracy. W większości i tak pracujemy z ludźmi, którzy tak jak my, szukają pracy. Cały sekret polega więc na tym, aby tylko szef się nie dowiedział. I chyba nigdy nie zrozumiem tego, co dzieje się w sytuacji, gdy dzwonię w trakcie Twojej (i swojej) pracy do kandydata, z którym chciałbym się spotkać.

Sam wiem, jak to wygląda z drugiej strony. Siedzisz sobie przy biurku i nagle dzwoni telefon koleżanki. Po klasycznym „Halo, dzień dobry”, pada wszystkim nam znane „Tak…tak…….yyyyy….nadal….”.

Jeśli usłyszysz te słowa na ołpen spejsie, to wiedz, że w życiorysie Twojego znajomego z pracy coś się dzieje.

Nie możesz rozmawiać w pracy, a dzwonią z działu rekrutacji do którego dotarło Twoje CV? To zupełnie normalne, ktoś usłyszy, a przecież nie chcemy żeby poszła plota po dziale że szukasz roboty, prawda? 

Co zrobić w takiej sytuacji? Jest kilka opcji:

Po pierwsze: Powiedz, że za chwile oddzwonisz, wyjdź z biura w miarę możliwości i oddzwoń mogąc swobodnie rozmawiać.

Po drugie: Jeśli możesz, to poproś o chwilę cierpliwości na linii i idź do jakiegoś wolnego pomieszczenia.

Po trzecie: jeśli wolnego pomieszczenia brak, umówcie się na inną godzinę (może porę obiadową?).

Po czwarte: Umów się na odpisanie SMSem. TAK! To zupełnie normalne! Dzięki temu dokończysz rozmowę, pomimo braku sprzyjających warunków do kontynuowania rozmowy. 

Po piąte: powiedz że oddzwonisz po pracy lub spytaj, o której możesz oddzwonić jutro – dzięki temu Twój czas po pracy będzie uszanowany jak czas rekrutera, który do Ciebie dzwonił. 

 

Klasyczny „no show”

Wysyłamy swoje CV na najróżniejsze oferty pracy. Przychodzi taki moment, że już nawet nie czytamy zakresu obowiązków. Patrzymy jedynie na nazwę stanowiska. Pasuje? Pasuje! To leć w świat moje cudowne CV, może akurat będę miał szczęście i zadzwonią.

O! Zadzwonili, zaprosili na rozmowę. No to potwierdzę, że przyjdę. Przecież nic się nie stanie jak odwołam.

Masz rację, jeśli odwołasz – nic się nie stanie. Ale idiotów, którzy potwierdzają obecność na spotkaniach i nie przychodzą jest coraz więcej.

Zabawnie jest wtedy czytać w ich życiorysach, jacy to są „odpowiedzialni, dojrzali biznesowo, nacechowani szczerością i empatią” .

I może dziś lub za pół roku nie zaaplikujesz do tej samej firmy, lecz I może dziś lub za pół roku nie zaaplikujesz do tej samej firmy, ale za jakiś czas Twoje Cv trafi w ręce tego samego rekrutera, pracującego w innym miejscu. Nie licz wtedy, że zaprosi Cię ponownie.

 
Dobra rada:

Nie chcesz przyjść na spotkanie? Zadzwoń i odwołaj – zrozumiem.

Rozmyśliłaś się? Znalazłaś inną pracę? Zadzwoń – zrozumiem, a  nawet złożę gratulacje.

Coś Ci wypadło i nie dasz rady? Zadzwoń – znajdziemy inny termin.

 

 

Muszę porozmawiać z żoną

Zdarzają się też tacy, co spotkaniu opowiadają Ci o swoich biznesowych osiągnięciach, jakich to targetów nie realizowali, ile „kołczingów” nie przeprowadzili lub kursów o zarządzaniu nie pokończyli. I  jesteśmy już prawie w domu, kiedy dzwonię i mówię:

– „Cześć! Mam świetną wiadomość, chcielibyśmy zaprosić Cię do współpracy z nami, finansowo tak, jak deklarowałaś/łeś  i dodatkowo poczekamy na Ciebie ten miesiąc, który potrzebujesz jako okres wypowiedzenia!”, zdarza się coś, co na zawsze zostaje w pamięci. Słyszę w słuchawce:

– „Wiesz, muszę się jeszcze zastanowić, bo to poważna decyzja, taka duża zmiana. Daj mi 5 dni, żebym mógł z mężem/żoną pogadać…”

– „Jasne…”

Życzę Wam, abyście omawiali sprawy zawodowe, na bieżąco w domowym zaciszu. Jeśli potrzebujesz czasu na zastanowienie się (co jest n.o.r.m.a.l.n.e) , fajnie jeśli to nie będzie dłużej niż 24-436h. Zdarzyło mi się, że kandydatka chciała abym poczekał 2 tygodnie na jej odpowiedź, bo jest w innym procesie rekrutacji i chce poczekać na odpowiedź od drugiej firmy.

To też potrafię uszanować, ale wtedy raczej kieruję się intuicją, bo taki okres oczekiwania świadczy tylko o tym, że bardziej zależało jej na tamtej ofercie. 

A jeśli słowa o Twojej motywacji na spotkaniu nie były kłamstwem, polecam podjąć decyzję właśnie w przeciągu 2-3 dni. Inaczej wybiorą kogoś innego. Może nie tak dobrego jak Ty (skoro zdecydowali się złożyć ofertę właśnie Tobie), lecz drugiej osobie w kolejności. Czy te kilka dni robi różnicę?  To już temat na inny artykuł 🙂 Stay tuned!