D jak Decyzja

Z decyzją o zmianie pracy, jest jak z pójściem z kimś do łóżka: prędzej zrobisz to ze względu na chwilę i emocje, niż z rozsądku. Tylko czasem, gdy jest już po wszystkim, cholernie żałujesz, że to się w ogóle stało.

Patrząc w ludzkie życiorysy, widzę, jak wiele osób się pomyliło. Cholernie i boleśnie. Widać to we wszystkich krótkich epizodach, nieoczekiwanych rozstaniach, zapitych ze starymi znajomymi czterema piwami w środku tygodnia. Gdy pytam „ co się stało?”, z wpisanym wstydem na twarzy słyszę słowa: daj spokój..pomyłka, nie wytrzymałem, tak musiało być, oraz moje ulubione: „ tak jakoś wyszło”. .

Ciekawość..

Ta pieprzona, zwykła, ludzka i nigdy niezaspokojona..Ale kto z nas, chociaż raz nie postanowił zaryzykować? 

Najłatwiej poszukać w Internecie. Nocą. Zerkasz tylko na swoją drugą połówkę, czy na pewno śpi. Nie chcesz się przecież tłumaczyć, mówić dlaczego i kłócić się o to, czego dotychczas Ci brakowało. Od dawna o tym nie rozmawiacie. Wiadomo, to powinna być wasza wspólna decyzja. Ale nie potrafisz. Niemoc, bezsilność i zmienność nastrojów – wygrały. Cała reszta to pospolity dzień świstaka, wciąż taki sam.. który znosisz z zagryzionymi zębami i sztucznym uśmiechem. Mówisz sobie – dam radę, muszę!  Ale prawda jest taka, że znowu nie wyszło. Poddajesz się i szukasz dla siebie innej opcji. Koniec z udawaniem.

Przeglądasz te wyświechtane anonse. o treści ”poszukuję”, „na dłużej”, „wymagania konieczne” i „dołącz zdjęcie”.

– Co za kasting, kurwa.. – rzucasz w myślach, nie chcąc, aby wzięli Cię za zwykłego desperata. Cenisz się – to dobrze. Tym razem wybór należy również do Ciebie.  Nie przypasuje Ci?- odrzucisz. Spodoba Ci się? – odpowiesz. Mówisz sobie „przecież wszyscy to robią”, czemu ja nie mogę? Zamykasz komputer i idziesz spać..

Pamiętasz swój pierwszy telefon?  Pewnie że tak.. W pracy, w środku dnia..Uciekasz w ciche miejsce, aby nikt nie słyszał. Zamykasz się w małym pokoju, serce wali Ci jak młot, gdy z gardła wydobywało się ciche „jutro? jasne…będę na pewno…”. Powrót do biurka z lekkim uśmiechem, nikomu nic nie powiedział, ale do końca dnia myśli krążyły tylko wokół „jutro”.

Do domu wracasz z myślą „tylko nie daj po sobie niczego poznać!”

– Cześć Kochanie? Jak w pracy?

– A w porządku (i choć miało wyjść normalnie, ale ekscytacja popołudniowym telefonem ,wygrała)

– A powiesz coś więcej? Przecież widzę że coś się stało..

– No co Ty..zawsze sobie coś wymyślisz. 

Do końca dnia nie rozmawialiście. Miało być dyskretnie, a jednak. Nie wyszło. Chyba już się domyśla..

Noc bezsenna – wiadomo. Miliony myśli w głowie, analizowanie scenariuszy.  Co powiedzieć? Jak się przywitać? Spodobam się? A jeśli mnie nie zechce? 

W pracy, na dłuższym fajku rzucasz „Julka, tylko proszę Cię, nie mów nikomu! Wiesz jako jedyna.”

– Jasne, spoko! Ja też się zdecydowałam.

– Serio? 

– Tak, mam dość tego debila..

– Gratulacje..dobra decyzja. A powiedziałaś mu już?

– No co Ty..powiem po fakcie..

Spotkanie

Z jednej strony ubierasz się jak co dzień, choć zdradza Cię mocniejsza jak tę porę dnia – perfuma. 

Przed wejściem do budynku oglądasz się niepewnie. Nie chcesz, by ktoś poznał, że to Ty – w końcu wszyscy kupili bajkę że idziesz do lekarza.

– Przepraszam, gdzie tu jest toaleta? – rzucasz do recepcjonistki 

– Korytarzem do końca i w lewo – odpowiedziała Ci z uśmiechem – nie pierwszy już raz dzisiaj mówi to zdanie.

Patrzysz sobie w lustrze w oczy i myślisz „Tak..teraz nie ma odwrotu..”

– Dlaczego to robisz? 

– Muszę, mam dość. Dłużej nie wytrzymam

– Na pewno? Czy jest coś, co może sprawić, że jednak się nie zdecydujesz? To da się uratować.

– Nie. To już koniec..

W tym momencie włączę Ci stopklatkę.Popatrz. Tak właśnie wygląda desperacja w szukaniu pracy..

Te historie opowiedziała mi ponad połowa ludzi, których przygotowałem do rozmowy. To wszystko jest boleśnie żenujące-wiem. Nie dlatego że ludzie szukają pracy – dlatego że robią to gdy jest już za późno.Takich historii jest po prostu tysiące.

Powody

Coraz rzadziej zmieniamy pracę dla pieniędzy. Jeszcze 15 lat temu wygrywał ten, kto dał więcej.

Dziś? Wygrywa komfort. 

Nikt nie szuka już pracy na drugim końcu miasta – jeśli dostanie 2 oferty, jedną bliżej domu za niższe pieniądze, drugą na końcu miasta, lecz z mocnym przebiciem w kwocie – wybiera tą pierwszą. 

Z szukaniem pracy mamy tak, jak z chodzeniem do lekarza. Mówią nam to od dawna „idź, zanim będzie za późno”. Ale my wiemy lepiej. Wmawiamy sobie, że to co Ci nie pasuje, co nas boli – to chwilowe – przejdzie. Po weekendzie, po urlopie. Mamy najróżniejsze powody, dla których decydujemy się zmienić pracę. Wszystkie właściwe – tej jednej rzeczy – nie oceniam. Nie mam prawa.