box-62867_1280

W sieci krąży dziś mnóstwo blogów o tematyce HRowej,których czytanie przyprawia o bòl głowy.
Sama odwaga pisania do ludzi to jedno, ale wzięcie odpowiedzialności za wypisywane tam treści, to drugie. Kto komu dziś zabroni dzielenia się swoimi spostrzeżeniami i złotymi „poradami”? Chyba tylko Google…hehe

Znam kilka, ludzkim językiem pisanych blogów, wartych stałej prenumeraty. Szukając ich, natykam się niestety (i wciąż) na miejsca, których treści nie byłem w stanie przyswoić, choć czytania bez zrozumienia nikt mi jeszcze nie zarzucił. Może chodzi o język – sztuczna mowa firmowa, może o brak wniosków i soczystych porad, w miejscu których pojawia się samogwałt autora – który zaznacza na każdym kroku o swojej zajebistości i profesjonaliźmie.

Kiedy wchodzę na jakiegoś bloga, chcę zapoznać się z indywidualnym podejściem, opinią lub spostrzeżeniem autora. A czytając co któreś twórczości HRowe, mam wrażenie że czytam jakiś firmowy regulamin lub wycinki z ròżnych publikacji, posklejane wyświechtanymi cytatami i mądrościami z przed 10 lat.

Sam mam dość specyficzny styl przelewania myśli na papier. Dla jednych za wulgarny, dla innych zbyt szczery lub po prostu wkurzający. Tak mam (przekleństw parę będzie poniżej), więc uczulam,zanim ktoś się obruszy. Ale nie mam monopolu na słuszność, nie wykorzystuje cudzej uwagi i czasu bezwartościowymi i bezmyślnymi poradami.

Ale do rzeczy

W ubiegłym tygodniu na LinkedInie wpadł mi do talerza z lekturami artykuł, w którym autor(ka) bardzo postarał(a) się, abym zrzygał się tuż po ostatnim słowie.

Znajdziesz go tu https://teamquest.pl/blog/242_piec-tematow-tabu-w-pracy-czyli-o-czym-nie-warto-rozmawiac-ze-wspolpracownikami

Nie wiem czy zazdroszczę odwagi w napisaniu czegoś takiego, czy współczuję głupoty w publikacji, lecz z pewnością odradzam ufania takim lekturom. Długo się zastanawiałem nad podjęciem tego tematu, bo nie lubię wchodzić w polemikę z autorami innych twòrczości,ale tym razem zmusiła mnie do tego przyzwoitość zawodowa.

Niestrawność

W owym artykule powoduje ją nie tyle forma (twarda jak przepalona wołowina), co temat i porady, serwowane uczestnikom w tej, pożal się boże, „pożywce” dla czytelników internetów. Mam nadzieję że następnym razem zabiorą autorowi komputer, zanim wpuści coś takiego do sieci. A ja postaram się podjąć kilka opublikowanych tam mądrości, za których napisanie mam nadzieję że nikt autorowi nie zapłacił.

Aby była jasność, nie hejtuję nikogo personalnie, nie obrażam niczyjego doświadczenia ani ego, ale do cholery, decydując się „udzielić porady”, ktoś chyba zapomniał o jej konstruktywności, bo dzięki odwadze i publikacji, prędzej człowiek straci pracę i chęć towarzystwa, niż z uśmiechem będzie chodził do roboty..

Pierwsza „złota rada” autora : „Nie mów o pieniądzach. Ujawnienie, ile samemu się zarabia , pozwoli na porównania, co efekcie może doprowadzić do wielu frustracji i problemów”.

Odpowiem krótko: „I co z tego, że ktoś się dowie, ile zarabiasz?” Zaboli Cię, jeśli ktoś zarabia więcej, czy boisz się że Cię nie docenili i inni mają lepiej?
W wielu firmach, pomimo braku jawności wynagrodzenia, ludzie świetnie wiedzą, ile zarabia kolega z biurka obok. A wiesz dlaczego? Bo to się nazywa zaufanie. Jeśli nie lubisz towarzystwa ludzi w pracy, męczą Cię – spoko, rozumiem. Ale nie każdy pracuje w środowisku pełnym strachu i milczenia.

Jako osoba nadzorująca pracę kilku zespołów, mogę wam śmiało powiedzieć (co oczywiście nie będzie odkryciem na nowo koła), że ludzie wiedzą, ile inni zarabiają. Wystarczy zobaczyć, kto z kim się trzyma, chodzi na obiad, wraca autobusem. Dzielenie się takimi informacjami jest normalne, ludzkie i budujące. Cholernie się cieszę, jeśli ludzie mówią sobie wzajemnie o takich sprawach w firmie. I jestem pewny, że też masz w swojej pracy osobę, która wie o Tobie więcej niż inni.
Nie raz przyszedł do mnie człowiek i powiedział, że chce więcej zarabiać, bo wie że niektórzy mają więcej od niego. Zarąbiście! Usiedliśmy, popatrzyliśmy czego musi się nauczyć i opracowaliśmy plan działań na 3 miesiące, aby ocenić realny cel, po którego osiągnięciu będzie miał więcej.

A co zrobić jak ktoś się spyta w pracy albo na imprezie firmowej, ile zarabiasz?
Zdecyduj, na ile ufasz tej osobie i podejmij decyzję. Na ile okazała się słuszna, z pewnością dowiesz się prędko. Albo zyskasz nową, zaufaną osobę w firmie, albo się spalisz (trudno). Sam mam grupę osób w firmie, które wiedzą, ile zarabiam, i tylko dlatego, że wzajemnie podzieliliśmy się takimi informacjami. Co się wtedy stało? Nic… każde z nas ma inne doświadczenia zawodowe umiejętności, które wycenił przy rozmowie kwalifikacyjnej. Różnimy się wiedzą, doświadczeniem, profilem zawodowym, Mam się obrazić na koleżankę, bo zarabia dwa tysiące więcej, mając lepsze umiejętności, których ja nie posiadam? Please..

Druga „złota porada”: Poglądy polityczne i religijne.….”.Dyskusje na ten temat budzą wiele emocji a brak zgody z punktem widzenia kolegi z pracy może znacząc wypłynąć na sposób, w jaki będzie postrzegany, a w konsekwencji utrudnić współpracę.W pracy lepiej unikać tych tematów.”

Świetna porada.Brawo…Dopisz jeszcze „w godzinach pracy wyrzeknij się swojego boga, schowaj patriotyzm do kieszeni i nie pokazuj się ludziom na oczy. Naklej też plakietkę „Nie mam imienia”, bo ktoś może Ci przypiąć narodowość..

Mam wrażenie, że drogiemu autorowi tych słów, nie dane było zaznać koleżeńskiej znajomości w pracy, skoro podpowiada ludziom, aby byli totalnymi outsiderami w miejscu, gdzie spędzają min. 8 godzin swojego życia dziennie..

Przypomnę: mamy w tym kraju wolność słowa i wyznania. Każdy może podejmować dyskusję, a żadna firma ani nikt w firmie, nie może ani nakazać ukrywania swoich poglądów, ani ich ujawnienia. Nie pozwòl, ably ktokolwiekc straszył Cię konsekwencjami i utrudnianiem współpracy!

U mnie w firmie pracują: chrześcijanie, bezbożni, buddyści, wyznawcy islamu i (mam nadzieję) potwora spaghetti – wtedy mielibyśmy komplet. POwcy, PiSowcy, o poglądach lewicowych i bezpartyjni- ale nie obrażamy się na siebie za różnorodność podejścia.
W trakcie obiadu otwarcie gadamy o różnicach kulturowych, mówimy kto na kogo głosował, kto do kogo się modli. Przy piątkowym browarze firmowym, bez skrępowania rozmawiamy o swoich wartościach i przekonaniach.

I w jaki sposób utrudnia to nam współpracę? Jeśli masz w sobie zjebany pierwiastek szacunku, ciężko Ci będzie zrozumieć chęć ludzi do nawiązywania znajomości bliższych, niż tylko „dzień dobry – dziękuję” w biurowej windzie (swoją drogą nie wiem, za co sobie ludzie dziękują. W autobusie czy metrze, nikt się nikomu nie kłania.. Kolejna polska „korpo-elegancja”.).

Ale do meritum: Prawda jest taka, że wybierając miejsce pracy, człowiek powinien dowiedzieć się, na ile tolerancyjne środowisko ma w perspektywie. Masz pojebany kompas społeczny? – oszczędź ludziom „szansę” pracy z Tobą – zrobisz im tylko krzywdę. Nie lubisz ludzi o innym kolorze skóry? – nie aplikuj do międzynarodowych firm! Swoją drogą jak ktoś ma obie te przypadłości, lepiej omijać szerokim łukiem na ulicy.

Co raz częściej firmy skalują swoje działania zagranicę, a co za tym idzie, zatrudniają obcokrajowców. Im większe grono nowych znajomych z poza granic tego kraju, tym piękniej. Osobiście uwielbiam słuchać o innych religiach i różnicach. I może 10 dnia każdego miesiąca masz bolesny okres i musisz zostać w domu, albo masz w planach manifestację -z jakiegokolwiek powodu ten dzień jest dla Ciebie szczególny – mam z tym luz.
Tolerancja. Kropka.

Imprezowe Szaleństwa: (..)Choć perspektywa podzielenia się z kumplami opowieściami o sobotniej imprezie może być kusząca, lepiej na tym wyjdziemy, jeśli szczegóły zachowamy dla siebie.. (..) istnieje ryzyko, że nasze grzeszki zostaną podsłuchane lub dotrą do kogoś wyżej.

U mnie w pracy, co tydzień jest tak samo. W poniedziałek rano, jak w każdej firmie, ludzie spotykają się w kuchni, w kolejce do ekspresu. Tematyka wszelka oprócz biurowej. Nie umiem zaglądać w ludzkie umysły, choć mogę pójść o zakład, że nikt w nie myśli wtedy o targetach sprzedażowych, prezentacjach czy raportach excelowych. Pierwsze pytanie zawsze jest to samo: „jak tam weekend?”.

Osoba W: -„ Zajebiście! Byłem ze znajomymi w górach, popiliśmy grzańca i średnio pamiętam koniec sobotniego wieczoru…”

Osoba X:- „Tak, po grzańcu film może się urwać..hehe”

Osoba Y: – „Ja miałam domòwkę i skończyliśmy chyba o 4 rano.”

Osoba Z: -„a My po kościele pojechaliśmy do parku”

..jak cholernie się cieszę, że ludzie czują się swobodnie, wymieniając się zwykłymi uprzejmościami. Jak fajnie jest widzieć, że potrafią rozmawiać na prywatne tematy i mają z tym luz.. bo to, co robisz w weekend to Twoja sprawa i wara każdemu od oceniania. Bo praca to nie tylko obowiązki które masz na papierze. To w dużej mierze socjal, od którego nie uciekniesz. Nie chcesz rozmawiać z innymi o swoim życiu prywatnym? Idź do swojego biurka i nie wkurwiaj ludzi którzy chcą normalnie pogadać, ale nie mogą – bojąc się „ryzyka” o którym tu mowa.
Gdyby w jakimś momencie przyszedł do mnie ktokolwiek i powiedział: „Darek, wiesz że Marcin spił się w weekend i poszedł na dziwki?”, powiedziałbym mu że to nie jego sprawa, a jeśli przyszedł podpierdolić kolegę, to nie jest postawa którą szanujemy w firmie.

Jest jeszcze kilka fascynujących punktów w tym artykule, ale nie hejtowanie autora mam tu na celu. Mam niezwykłą przyjemność tworzyć fajne środowisko pracy, oparte na szczerości, wzajemnej tolerancji, przedsiębiorczości i codziennym uśmiechu, który dostajemy wszyscy w zamian za mały pierwiastek odmienności od warszawskiej rzeczywistości. I wkurwia mnie, że publicznie czytam pomysły i porady, tak oderwane od zwykłego,ludzkiego zachowania. Nie podzielam poglądów autora tego artykułu i współczuję firmom, które tak podchodzą do „employer brandingu”: nie rób tego, tego nie wolno robić, tak nie myśl, tego nie mów…jak do dzieci. A one i tak mają lepiej, bo zrobią po swojemu i krzywda się nikomu nie stanie, a przez takie wypociny dorośli boją się być sobą. Obawiam się, że właśnie dzięki takim „poradom”, ciężko jest ludziom wejść do firmy i współtworzyć zajebistą atmosferę w dziale.

Pozdro!

Spodobał Ci się wpis? Podziel się z innymi!Share on FacebookShare on LinkedInShare on Google+Tweet about this on Twitter