ukryty pracodawca

 

Gdy widzę ogłoszenie zaczynające się od tych słów, od razu oczami wyobraźni widzę stażystkę w dziale HR, która swojego pierwszego dnia dostała od swojej szefowej zadanie:

-„Pani Kasiu proszę przygotować przyciągające anonimowe ogłoszenie, tak, żeby ludzie chcieli do nas przyjść, lecz proszę nie wpisywać nazwy firmy bo Prezes sobie nie życzy”.
– Oczywiście Pani Magdo.
No i biedna Pani Kasia znika na 3 godziny w Internecie,  patrząc jak na portalach z ogłoszeniami robią to inni jej podobni „profesjonaliści”. Kopiuje, wkleja, zmienia co bardziej kluczowe słowa i zakrzywia rzeczywistość bardziej niż Dali w swoich obrazach. A następnego dnia Ty wchodzisz na portal z ofertami pracy, otwierasz ogłoszenie zaczynające się od „Rekrutacja Ukryta” i czytasz:
 
„Jedna z najbardziej renomowanych w Polsce i za granicą firm z obszaru nowych technologii, marka wyróżniająca się stabilnością, jakością, oryginalnością i innowacyjnością obecnie poszukuje…
 
Och, twarz mi się za każdym razem uśmiecha, gdy widzę coś takiego!
 

W kółko to samo

Z roku na rok, na portalach z ofertami pracy pojawia się co raz więcej ogłoszeń, zaczynających się od tych anonimowych przechwał. Rzadko która firma, zamiast szanować się i wstawić nazwę, pisze dziś  że jest „liderem, bezkonkurencyjnym i międzynarodowym, a także jednym i niepowtarzalnym, niekorporacyjnym przedsiębiorstwem” A to wszystko pod tymi pustymi frazesami ukryć prawdziwe: „boimy się napisać kim jesteśmy i jak się nazywamy,  bo jak nas sprawdzisz to nie zaaplikujesz albo zrezygnujesz po 3 dniach”. 
 
Spróbuję dziś trochę odsłonić, co się kryje w kuluarach publikacji takich ogłoszeń. 
 

Człowiek na wylocie

Kiedyś mówiło się na rynku, że jeśli firma nie jest zadowolona ze swojego pracownika, to puszcza w świat ogłoszenie ukryte, aby ten, co go mają zwolnić, zanim dostanie wypowiedzenie, nie dowiedział się o tym wcześniej i nie uciekł na L4.
Sam kiedyś pracowałem w firmie, gdzie dyrektor stwierdził że trzeba „dać komuś papier”. Ten, kto przepracował w jednym miejscu dłużej niż rok wie, że takie wieści rozchodzą się po firmie, szybciej niż nazwisko Kapustka pomiędzy łowcami talentów po ostatnim meczu Polska – Irlandia.
Delikwent uciekł na zwolnienie. Na pół roku.
Dziś co bardziej transparentne firmy wolą jasno powiedzieć człowiekowi, że się nie sprawdził, zwolnić, rozpocząć rekrutację pod swoim brandem (lepszym lub gorszym)  i kandydatom w procesie powiedzieć, że zaaplikowali na miejsce człowieka który się nie sprawdził. 
 

Agencje Rekrutacyjne

Nie widziałem ogłoszenia opublikowanego przez tą czy inną firmę doradztwa personalnego, która puściłaby w ofercie pracy nazwę firmy, dla której szuka. 
Oczywiste jest to, że większość firm-klientów, w dupie ma to, z kim współpracuje – chcą zapłacić rekruterom za konkretne kompetencje, a czy ta kasa pójdzie do firmy X czy Y, to już nieważne. Dlatego współpracują jednocześnie z wieloma headhunterami poszukującymi kandydatów, a ten który szybciej przedstawi człowieka którego zatrudnią, dostaje kasę. Dlatego też, jak wchodzisz na portal z ofertami pracy, to nagle widzisz 3 takie same ogłoszenia z podobnym zakresem obowiązków, lecz opublikowane przez 3 różne firmy. 
 

Pan przyjdzie na spotkanie, powiemy na miejscu

Spotkałem się ostatnio z przedziwnym zjawiskiem. Niektóre firmy doradztwa personalnego publikują anonimowe ogłoszenia, rzekomo „poszukując dla swojego klienta”, pomimo że nie prowadzą obecnie żadnej takiej rekrutacji. Mało tego, ten „klient” nawet nie istnieje lub nie poszukuje takiej osoby! 
Więc po co ten cyrk? 
A widzisz, dla liczb! Konsultanci mają targety na ilość spotkań, a im więcej będą mieli przepytanych kandydatów, tym łatwiej będzie odezwać im się do byle jakiej firmy i powiedzieć „hej, mamy gotowego kandydata”, może akurat chcecie kogoś wymienić? 
Dodatkowo budują sobie bazę osób, do których zawsze mogą wrócić jak uda im się zdobyć jakiś projekt rekrutacyjny. 
 
Więc jak nie dać się oszukać?
Jak dostaniesz zaproszenie na spotkanie, podpytaj o nazwę tego tajemniczego klienta. Jak dostaniesz odpowiedź w stylu:
 
„ Na co dzień specjalizuję się w rekrutacjach na stanowiskach z dedykowanego obszaru. Jednak abyśmy mogli rozmawiać o konkretnych ofertach chciałbym Pana poznać i wspólnie zdecydujemy jakie stanowiska  Pana zainteresują”  – odpuść sobie. Stracisz pół dnia urlopu i czas. Nastawisz się że „nadszedł czas na zmiany”, a dla nich będziesz tylko cyferką w tabelce spotkanych ludzi. 
 
Sam pracowałem jako headhunter w agencji przez parę lat (obecnie też robię projekty dla kilku klientów), ale jakoś oszukuję ludzi mówiąc „spotkajmy się to jeśli się Pan/i spodoba klientowi, dopiero powiem co to za firma”. Nie daj się zrobić w konia i pamiętaj, że headhunter dostaje wynagrodzenie, jeśli firma decyduje się na zatrudnienie Ciebie dzięki jego rekomendacji. Odpowiedź „kto jest dla kogo” zostawiam Tobie.
 
Opinie w Internecie
Przyszło nam żyć w czasach, w których pytamy „wujka gugla” o wszystko. Gdzie jechać na wakacje w czerwcu? Boli mnie gardło – czy mam raka? Jak zrobić spaghetti?
To samo tyczy się już szukania pracy. Chodząc na rozmowy kwalifikacyjne, co raz częściej sprawdzamy opinie o danej firmie. Po co? Wiadomo, aby nie wdepnąć w gówno i nie uciec po miesiącu (lub wcześniej).  Większość działów HR, anonimowo wstawiających ogłoszenia o pracę, posiada niestety niezbyt pochlebne opinie na temat swojego pracodawcy.
 
Ale nie oszukujmy się, kto z nas sprawdza opinie o firmie w momencie aplikacji na ogłoszenie. Nikt!
Zależy nam jedynie na tym, aby wysłać jak najwięcej CV i ktoś do nas zadzwonił, zapraszając na rozmowę. Dopiero gdy dwie godziny przed spotkaniem chcemy się trochę więcej dowiedzieć, odpalamy stronę firmową, czytamy co robią (żeby nie było że się nie przygotowaliśmy). Nie omieszkamy również wpisać „firma X opinie”. I wtedy okazuje się, że nasz uśmiech w odbiciu monitora znika. 
Przed oczami często widzimy:
nie polecam! fatalna atmosfera! mobbing i oszukują ludzi” – napisane przez jakże wiarygodną osobę o transpartentym podpisie „Ewelina23””
 

I w tym momencie w głowie zaczynamy mieć rollercoaster. Iść? Nie iść? Odwołać? 

Wiedz, że z tymi internetowymi opiniami o pracy w firmach nie jest tak kolorowo. Są strony, gdzie wewnętrzne działy HR koloryzują swoje zalety, wybielając się jednocześnie z tych niechlubnych opinii, spychając je gdzieś na 3 stronę (bo tak daleko wzrok kandydata nie sięga)
Są też strony, w których firmy podpisując się „Niezadowolony Pracownik” piszą  na siebie na wzajem, bo konkurencja w niektórych branżach jest tak duża. Im bardziej obsmarują siebie na wzajem, tym mniej ludzi będzie chciało u nich pracować.
Nie powiem, są wiarygodne źródła gdzie znajdziesz opinie, pod którymi podpisze się człowiek, do którego możesz napisać: „Hej, napisałeś że pracujesz 3 lata w firmie X, powiedz coś więcej o…” i spokojnie dostać odpowiedź (sorry, ale aby nie zostać posądzonym o stronniczość, nazwę portalu zachowam dla siebie. Łatwo go znaleźć w sieci, ewentualnie zapraszam na prv!)
 

No więc jak? Czytać te opinie czy nie?

Wierzyć im? Nie mam jeszcze do końca wyrobionej opinii w tym temacie. 
Wiem tylko że my, jesteśmy strasznymi hipokrytami. W mniejszości zostawiamy w necie pozytywne komentarze, dotyczące zakupów, użytkowania sprzętu, a tym bardziej pracy w danej firmie. Boimy się podpisywać własnym imieniem i nazwiskiem pod naszymi komentarzami, a sami za te wiarygodne bierzemy tylko te, gdzie zamiast „Janusz7”, widzimy dane z dowodu. 
Uwielbiamy natomiast rzygać rtęcią na wszystko co możemy. Blender zły, bo sieka na za małe kawałki. Hotel zły, bo za blisko basenu i w nocy ludzie mordy drą. Firma zła, bo targety za duże i po godzinach trzeba zostawać.
 
Tak sobie myślę, że niedługo ludzie przejrzą na oczy, przestaną aplikować na anonimowe ogłoszenia i firmy będą miały problem z pozyskaniem fajnych pracowników.
A w świecie idealnym, ludzie pozmieniają swoje CV, i zamiast spowiadać się z każdego detalu zawodowego, wpiszą: „pracowałem dla lidera w branży na bardzo dynamicznym stanowisku, z wielozadaniowym zakresem obowiązków”. 
 
I skończy się robienie ludzi w konia.
 
Spodobał Ci się wpis? Podziel się z innymi!Share on FacebookShare on LinkedInShare on Google+Tweet about this on Twitter