girl-1775035_1280

3.2.1…Postanowień czas start!

Za nami pierwsze tygodnie noworocznych chęci. Klasycznie, siłownie i fitness cluby pękają w szwach, bo przecież każdy obiecał sobie zrzucenie masy i zrobienie rzeźby na tegoroczny „projekt plaża”…hehe..

Jak co roku, wszyscy odstawili kebaby i burgery i zostali domowymi MasterSzefami, przygotowując sobie w pudełkach wszystko, co z definicji ma być fit i light (pewnie do pierwszego ciepłego weekendu, ale trzymam kciuki za bardziej wytrwałych).

Najbardziej zdeterminowani rzucili palenie i ograniczyli weekendowe balety alkoholowe. Powodzenia, oby pierwszy lepszy wkurw, nie popsuł wam tych planów 🙂

No i gdzieś tam, na szarym końcu noworocznego koncertu życzeń, tlą się marzenia o znalezieniu nowej pracy – za ich realizację, mocno trzymam kciuki – obyście dokonali słusznych wyborów!

Niestety, jak wszystkie postanowienia prywatne, i te zawodowe z czasem topnieją i pozostaje po nich: wspomnienie dobrych chęci, nie aktualizowane CV i zakurzone profile na Goldnenline i LinkedIN.

Dla mnie 2017 rozpoczął się od cholernie intensywnej pracy, m.in. w ogarnianiu kilkunastu rekrutacji „na już” – niestety, ten rok nie jest na tyle łaskawy, aby dać mi chwilę na rozpęd.  No cóż, coś czuję że się nie polubimy..hehe.. ale do rzeczy.

Zaryzykuję stwierdzenie..

..że każdy, kto kiedykolwiek rekrutował, choć raz usłyszał „potrzebujemy drugiego Marka” albo „znajdźcie kogoś kto ogarnia tak samo jak Anka”. Kiedy ciężko jest opisać konkretne kompetencje i ich poziom, najłatwiej sięgnąć po opis osoby zza biurka obok. Kogoś, kto dał z siebie więcej, niż oczekiwano, oraz nie bał się wychodzić ze swojej strefy komfortu, gdy trzeba było spiąć poślady i zostać 5 minut po pracy, aby coś dokończyć- z takiego założenia zawsze wychodzi przyszły manager.

A ty, drogi rekruterze, będziesz musiał/a nauczyć się klonować ludzi 🙂

Wydawałoby się, że rekrutacje na stanowiska asystenckie i administracyjne, są banalnie proste. Że wystarczy puścić ogłoszenie, zaprosić na krótkie spotkanie, ocenić kompetencje, złożyć ofertę i mieć spokój.

Taki właśnie błąd popełniłem, podchodząc do rekrutacji na Recepcjonistkę.

Wstępny wybór

Mając w cholerę innej roboty, niezbyt finezyjnie podszedłem do tematu – stwierdziłem, że zamieszczenie ogłoszenia wystarczy i że nie trzeba się specjalnie wysilać. Dość luźno acz konkretnie, wpisałem zakres obowiązków, czego oczekujemy od kandydatek (spokojnie,w ogłoszeniu dopisałem też rodzajnik męski, ale jako że prawie wszystkie aplikacje podesłały kobiety – reszta tekstu będzie … żeńsko brzmiąca.

Nie szukałem gwiazdy z doświadczeniem, która przyjdzie na 3 miesiące na przeczekanie, aż inne (bardziej intratne) oferty pracy wpadną jej w oko i bez żalu zostawi mnie z ręką w … problemach 🙂

Długo czekać nie musiałem,w ciągu 2 dni od publikacji wpadło na skrzynkę kilkanaście CV. Teraz pozostało tylko wybrać co ciekawsze, spotkać się, zdecydować się na kogoś i zatrudnić…szkoda,że łatwiej powiedzieć, niż zrobić…

Wymagań też jakiś specjalnych nie stawiam: fajnie jeśli trafi się ktoś z ” jakimś” doświadczeniem na recepcji oraz znajomością angielskiego, ale jeśli trafi się ktoś kumaty, kto pracował w kebabie albo na promocji, nie omieszkam spotkać i dać szansę.

Zaczynam przeglądać aplikacje: pierwsza, to Office Manager z 10-letnim stażem (no, myślę, mocnym akcentem się zaczyna!). Zakres obowiązków na piętnaście myślników, dwa kierunki podyplomowe z zarządzania – po cholerę aplikuje na recepcje?

Przeglądam dalej: tancerka z „jaka to melodia”, ze cztery astystenki zarządu z korporacji, tłumaczka, dwie studentki, fryzjerka, niania, oraz parę dziewczyn obecnie siedzących na recepcji. Jest z czego wybierać!

Wybrałem trzy osoby, ustawiliśmy spotkanie i pozostało czekać na efekty.

Dziewczyna z Instagrama

Wchodzę do sali i oczom nie wierzę. Po pierwsze, ma taki make-up, jakby właśnie szła na Sylwestra. Przyglądam się bliżej: doklejone rzęsy, oślepiające bielą ząbki, i te nowo zrobione, napompowane kwasem hialuronowym usta.

Reszta to standard: Korsik na łapce, Tousik na łańcuszku i iphone 6  (wtedy) nówka sztunia (z etui z uszami królika).  Jeśli masz profil na Insta, albo koleżanki co wrzucają swoje foty z rozchylonymi wargami i rozmytym wzrokiem i pończoszkami do kolan – to już na 100% wiesz, kto mi się trafił..Taka polska wersja pornogwiazdy z brazzersów. Tyle więc o wyglądzie, sprawdźmy teraz procesor:

Kandydatka numer jeden chciałaby być recepcjonistką, bo uważa że „taka praca dałaby jej dużo satysfakcji i mogłaby realizować swoje pasje”. W wolnym czasie, uwielbia spotkania ze znajomymi i chodzenie na imprezy. Angielski zna w stopniu średniozaawansowanym, choć uważa że zdanie „I go to work yesterday” jest w pełni poprawne. Chciałaby zarabiać jak najwięcej, a jej (totalnie absolutne) minimum to 4000 złotych na rękę.

No, nie dogadaliśmy się..

Reception Manager from Korpo

Druga kandydatka, pracuje na recepcji w jednej z większych firm konsultingowych w Warszawie. Chce zmienić pracę, bo nie ma „czelendżu”, taski są ciągle takie same, a dedlajny coraz bardziej nierealne, a tak w ogóle to chciałaby zarządzać ludźmi i być kołczem.

-Ok, umówmy się że zaczynasz u nas pracę, jest pierwszy dzień, nagle dzwoni telefon, odbierasz,a po drugiej stronie ja i mówię Ci że jestem w Nowym Jorku, właśnie mnie okradli, dzwonie z budki i nie mam dokumentów – a jutro muszę być w Paryżu. Jak mi pomożesz?

-O wow, to ciężki kejs! Tak szybko to nie wiem,muszę chwile pomyśleć.

-Spoko, zastanów się.

(Po chwili)

-Chyba nie trzymałabym Cię na linii,  zrobiłaby risercz i oddzwoniła..

-Acha.

Zastanawiała się jeszcze chwilę dłużej, i chociaż podejścia nie poznałem, to chyba nie złapiemy wspólnego lengłidża..

Studentka

Spośród wszystkich kandydatek, najnormalniejsza: otwarta, uśmiechnięta, nie zadufana w sobie, ambitna i pomysłowa. Dotychczas pracowała w pizzeri jako kelnerka, opiekowała się dziećmi i dawała korki z angielskiego. Dałem jej to samo zadanie co poprzedniczce:

– Zadzwoniłabym do hotelu w którym się zatrzymałeś, poprosiłabym, aby wysłali po Ciebie taksówkę, którą pojechałbyś do ambasady, aby wyrobili Ci dokumenty, a ja w tym czasie zarezerwowałabym Ci lot do Paryża. Chyba poprosiłabym hotel, aby dał Ci jakiś telefon na kartę i dopisał do rachunku, aby mieć z Tobą kontakt.

No nie powiem, rozwaliła system..hehe. Jak na dziewczynę bez żadnego doświadczenia – zajebisty plus za kreatywność!

Finalnie złożyłem jej ofertę – nie przyjęła. Wolała pracę w (cytuję) „bardziej formalnym środowisku”. Damn!

Druga strona lustra

A jakie wymagania kandydatkom na Recepcjonistki,stawiają „Grażynki” , korpo HRabiny? Polecam przeczytać, trochę ku przestrodze, aby nie pierdolić takich farmazonów w ogłoszeniach:

Autentyk!

  • wysoka kultura osobista, miłe usposobienie, poczucie taktu,
  • bardzo dobra organizacja pracy własnej, podzielność uwagi (równoczesne dopilnowanie kilku spraw),
  • zaangażowanie w wykonywaną pracę,
  • samodzielność i zdolności organizacyjne, umiejętność pracy w stresie i szybkim tempie,
  • umiejętność pracy w zespole, łatwość nawiązywania kontaktu z ludźmi (uprzejmość, ale i stanowczość),
  • łatwość wysławiania się w mowie i piśmie, (mój ulubiony fragment, hehe)
  • bardzo dobra znajomość języka angielskiego w mowie i piśmie,
  • praktyczna znajomość środowiska MS Office oraz obsługi urządzeń biurowych,
  • doświadczenie w obsłudze wymagającego klienta i pracy biurowej będą dodatkowym atutem.

Już widzę oczami wyobraźni, te testy psychologiczne i psychometryczne, te wywiady kompetencyjne i te zadania z Excela i Worda, jakim zostaną poddane kandydatki. A to wszystko po to, aby znaleźć osobę, która będzie witać gości, dbać o porządek w biurze i z uśmiechem odbierać telefony. Ciekawe, kogo wybiorą..

A ja? No cóż, dałem proste ogłoszenie, stawiając na ludzi bez doświadczenia, za to z ambicjami.Chciałbym zatrudnić kogoś, kto pomimo (jak to piszą w ogłoszeniu wyżej koleżanki z branży) posiadania „taktu”, przyjdzie co jakiś czas i powie, co leży na wątrobie i co trzeba by poprawić, aby było lepiej. Kogoś, kto jak czuje stres to przydzie i powie, a nie będzie sobie z nim musiał/a poradzić. Czas pokaże, czy słusznie. Jak dotąd, stawianie na chciejstwo i kumatość, zamiast na doświadczenie – ku mojemu zadowoleniu, nie zawodzi. A jak się przejadę, to chuj – wolę się mylić i eksperymentować niż całe życie czekać na ideał, który nie istnieje.

 

Spodobał Ci się wpis? Podziel się z innymi!Share on FacebookShare on LinkedInShare on Google+Tweet about this on Twitter