clouds-808748_1280

Z szukaniem pracy mamy jak z chodzeniem do lekarza. Mówią nam to od dawna „idź, sprawdź – zanim będzie za późno”. Ale my wiemy lepiej. Wmawiamy sobie, że to co nam nie pasuje, co nas boli lub wkurwia – to chwilowe – przejdzie. Że po weekendzie, po urlopie, po dobrym drinku czy imprezie – przejdzie nam foch na wkurzającego szefa, żal, użeranie się z nierobami dookoła. 

W emocjach i desperacji ludzie tracą podstawową zdolność: trzeźwego myślenia i kreatywnego podejscia. Poddają się emocjom, przez które robią rzeczy, za które winą siebie latami – w tym przypadku – wchodzą na portale i wysyłają CV. Co za głupota..

Szukamy nie szukających

Niefajne rzeczy obserwuję ostatnio: portale, które kiedyś pomagały w szukaniu pracy, nie stają na wysokości zadania. Sam nie dostaję fajnych CV na publikowane ogłoszenia, (a raczej ciężko uwierzyć że aplikujący junior office manager zrobi mi w dwa miesiące 100% planu w pozyskiwaniu leadów na stanowisku E-mail Marketing Specialist). Nikogo nie chcę tu zniechęcać – idźcie w Internety i szukajcie swojej szansy, ale błagam – przestańcie wysyłać CV na ogłoszenia.

– To po co publikujesz?

– Żeby dać szansę introwertykom. Ludziom z dystansem. Aby nie mieć do siebie pretensji, że kogoś pominąłem.

Zagadka..

Uwierzysz jeśli Ci powiem, że szukanie pracy aplikując na ogłoszenie jest najmniej skuteczne? Że w ten sposób obniżasz swoje szanse, zamiast je zwiększać?

 – A dlaczego, mądralo? – rzekniesz do mnie w myślach..

Prosty przykład:

Wyobraźmy sobie, że wejdziesz dzisiaj na jakiś portal, klikniesz nasze polskie „aplikuj” i Twoje CV poleci. A gdzie? 

Najpierw wyląduje w skrzynce odbiorczo – zbiorczej, do której trafiły wszystkie życiorysy osób, które zaaplikowały na to samo stanowisko, a że (średnio) na ogłoszenie aplikuje ok 60-70 osób, nie gniewaj się, ale już na dzień dobry giniesz w tłumie.

Po paru dniach do tej skrzynki zajrzy Agatka (junior – jakiego ma każdy szanujący się w branży dział HR, zatrudniony przez Panią Bożenkę, aby odwaliła czarną robotę i odsiała co lepszych od standardowych). Bożenka nie ma przecież czasu zajmować się selekcją CV – ona ma projekty, oceny, ewaluacje, ona jest ważna, search i selekcję robiła 2 lata temu – nie będzie „cofała się w rozwoju zawodowym”…Tylko umówmy się, że Agatka nie będzie wiedziała co to jest „renderowanie diva” (jeśli spojrzy na CV programisty Javascript), podrapie się po głowie, jak zobaczy „open rate: 7%” w CV wymienionego wyżej E-mail Marketing Specjalisty (i nigdy nie dowie się że15% to całkiem dużo – bo dla niej przecież 15 jest mniejsze niż 20 czy 50 – więc ogólnie – za mało! – do kosza z nim!). Na koniec oczywiście popatrzy na zdjęcie, bo przecież to prestiżowa firma – tu obowiązują normy! 

Powiesz mi że przesadzam? Śmiało..wpisz sobie „Junior Recruitment Consultant” + firmę do której aplikujesz – zobacz komu oddajesz Twój los.. 

– Ale przecież to dziecko się nie zna?? Jak ona może ocenić moje umiejętności! – pomyślisz sprytnie

– Słusznie Sherlocku i Sherloczko 🙂 Widzę, że zaczynacie rozumieć…Agatka nie zna biznesu, nie wie czym się zajmujesz, co potrafisz, co oznaczają liczby i dziwne słowa w Twoim CV – ona ma szablon, wg. którego ma dopasować ludzi którzy wysłali się na ogłoszenie. Ona musi znaleźć słowa „realizacja, proaktywność, decyzyjność”. Ale, Agatka (jak chwaliła się koleżankom), jest „osobom decyzyjnom” – to ona, jak ten Cerber, mówi łaskawie, czy pójdziesz dalej, czy nie.

– Okej, ale zadzwoniła do mnie Pani z działu HR i przeprowadziła ze mną wywiad!  

– Spoko, spytała Cię o dostępność i oczekiwania? A może podpytała o coś konkretnego w zakresie obowiązków? 

 – No nie ..ale zaprosili mnie na spotkanie! Na spotkaniu były Panie z HR i powiedziały że będą mnie rekomendować!

– Zajebiście! Serio, bardzo się cieszę! Tylko odpowiedz mi na pytanie: ile z tego to Twoja praca, a ile przypadek i wola i decyzja dziewczyn z HRu? Przecież Ty tylko wysłałeś/łaś CV!  

– Ale inaczej nie umiem szukać pracy! 🙁

Umiesz, tylko jeszcze o tym nie wiesz!

Wiesz, dlaczego piszę ten artykuł? Bo parę razy w życiu zdarzyło mi się szukać pracy.  Żadne ogłoszenie nie podziałało, choć (jak dla mnie oczywiście), przeczytałem ze zrozumieniem opis stanowiska, zadań i wymagania – i jak dla mnie  – już dawno powinienem być na spotkaniu z przyszłym szefem! ..ale nie byłem..

Jak się mnie jakaś dziewczynka z firmy doradztwa personalnego postanowiła wypytać o „trzy największe porażki w życiu”, to myślałem, że zwolnię jedno miejsce dla rozmowy z nią.. 

Postanowiłem wtedy przenieść moje poszukiwania na trochę wyższy poziom. Odezwałem się do osób, które w tych firmach były szefami działów i odpowiadali za obszar, na który wysłałem do HRu CV. 

Nie musisz uwierzyć, że nagle zadzwoniły Panie Agatki i zaprosiły mnie (w sumie) na 5 spotkań- bo szef im kazał!

Kiedy oddajesz swój los (ba, żeby tylko swój…swojej rodziny, kredytu, wakacji…psa i marzeń niespełnionych) w ręce niedoświadczonych ludzi z HR (co łatwo sprawdzić), weź pod uwagę, że nie wszystkim ludziom z tego działu dane było zasmakować goryczy problemów biznesowych. Bardzo chciałbym, aby wszystkie osoby odpowiedzialne za rekrutacje do dedykowanych obszarów, potrafiły być partnerem do rozmowy. Aby oprócz zadawania wyświechtanych pytań rekrutacyjnych (o nich było we wcześniejszych artykułach), weszły w interakcję problemów/wyzwań/ niedowiezionych celów biznesowych oraz zrozumiały, czemu Twój sukces – to rzeczywiście zajebista robota …a jak często słyszymy ..”acha, no dobrze…to pójdźmy dalej..”

Wiesz, że bardzo często, dział HR nie ma zielonego pojęcia, co Ty, człowieku, robisz w swojej pracy?

Oni mają tylko opublikować ogłoszenie, zebrać wymagania i dopasować kandydata/tkę do oczekiwań „biznesu”. A potem czekać, jak kandydat wypadnie na spotkaniu z Managerem. Tyle..

 – A kto, w takim razie, będzie wiedział, jak czytać moje CV, jeśli nie dział HR??

– A gdyby tak, odwrócić proces, i wziąć sprawy w swoje ręce?

Zbuduję trochę napięcia (a co…mogę :)). Myślę, że znajdziesz właściwą odpowiedz, po przeczytaniu poniższych pytań:

– kto ma największy interes, w znalezieniu właściwej osoby?

– komu „pali się pod kitą”, bo zajmuje się wskazaną działką i (oczywiście) traci pieniądze?

– kto zrozumie wszystkie słowa (oraz właściwie zinterpretuje), które umieścisz w CV?

– kto (jeśli powiesz, udało się bo ..A, B, C) doceni kreatywność, pogratuluje niestandardowych rozwiązań, wejdzie w dyskusję – chcąc lepiej zrozumieć? 

..pewnie że tak…Przyszły szef! 

Patrząc dziś z perspektywy swojego stanowiska, cholernie doceniam ludzi, którzy są w stanie wyjść z poza wyuczonych dekadami polskich schematów, pomyśleć o swoim losie zawodowym w kategoriach wyższych szans, niż zwykłe „aplikuj”.  Każdemu, kto był w stanie zadać sobie trochę trudu, zobaczyć, „wygoogle’ać” (sorry, nie wiem jak to się pisze :)), znaleźć na LinkeIN.com czy Goldenline.pl  osobę decyzyjną – lub która odpowiada za konkretny obszar – kto był w stanie spędzić parę minut na wyszukanie, do kogo się raportuje i tym samym napisał np. do mnie bezpośrednio (bo odpowiadam za kilka obszarów) – odwdzięczę się swoim czasem i docenię starania. A wiesz czemu?

Bo jemu zależy bardziej!

Bo był/a w stanie odpowiedzieć na to, czego szuka każdy manager/dyrektor/CEO: człowieka z poza schematu, z pomysłem, z chęcią walki na wyższym stopniu, niż tylko konkurs świadectw…sorry..CV.

I wcale nie umniejszam tutaj swojemu działowi HR – mam zajebiste osoby na pokładzie, mają mega dużo roboty, ale nie muszę dodatkowo obciążać ich rzeczami, które umiem i mogę zrobić sam. Mam w tym chyba największy interes. 

Myślę że w całym dzisiejszym świecie ogłoszeń rekrutacyjnych, większość z nich możesz sobie podarować.

Najprostszą receptą na szukanie pracy, jest znalezienie managera, który odpowiada ze konkretny obszar i zagadanie do niego. 

– Ale muszę go zaprosić do znajomych?

 – NO i…?

– A jeśli nie przyjmie zaproszenia?

 – To wejdź na stronę firmy, wejdź w zakładkę „kontakt”, i zobacz, jak wygląda konstrukcja adresu mailowego. 

Jeśli np. Robert Kowalski odpowiada za dział, do którego aplikujesz, a adres kontaktowy to biuro@firma.pl, to możliwe adresy Pana Roberta to:

rk@firma.pl

robert.kowalski@firma.pl

r.kowalski@firma.pl

robertk@firma.pl

robert.k@firma.pl

potem napisz do niego maila…

 

Koniec części drugiej..

 

za tydzień, część trzecia!

Spodobał Ci się wpis? Podziel się z innymi!Share on FacebookShare on LinkedInShare on Google+Tweet about this on Twitter