desperacja

 Wielokrotnie podważałem i podważać będę..

..zasadność zadawania pytań, których odpowiedzi w żaden sposób nie są związane ze stanowiskiem, na które aplikuje kandydat.
I nikt nie wmówi mi, że „co chciałby Pan robić za  5 lat?”, skierowane do bezrobotnego faceta, szukającego roboty aby wyżywić rodzinę i jakkolwiek przeżyć do następnego pierwszego – wnosi coś do rozmowy na stanowisko „Pakowacza” w fabryce.
Ale nie, wszystkie panie psycholożki (chyba jest takie słowo..?) które do tej pory spotkałem w międzynarodowym korpo-świecie , dodając sobie odwagi suczym zachowaniem i wyrazem twarzy na spotkaniu, czerpały ogromną satysfakcję i przyjemność z męczenia ludzi pytaniami tak żałosnymi, że dziwie się, że ktoś dał im w ogóle prawo wykonywania tego zawodu.
Słucham ludzi, którzy mają nieprzyjemne doświadczenia z takimi „profesjonalistkami”. Dostaję na blogu komentarze pełne ludzkich historii, pełnych żalu i złych decyzji, związanych z pójściem na „taką” rozmowę o pracę. I właśnie postawy korpo-rekrutera,  nadętego i zadającego głupie pytania, dotyczy zdecydowana większość wpisów.

Wygnałbym też z tego kraju wszystkie osoby,

które pytają o „ 3 mocne i słabe strony”. No kurwa, skoro jesteś HRowcem, to Ty powinnaś (lub powinieneś) to odkryć, zbadać, nazwać i sprawdzić. Przynajmniej, tak myślę. Poza tym, skoro jest napisane w CV (a większość ludzi dzisiaj ambitnie w CV umieszcza w rubryce „Dodatkowe umiejętności), to chyba połowa roboty jest już zrobiona – teraz wystarczy się odrobinę wysilić i sprawdzić na ile prawdziwie ktoś się ocenił.
Pamiętam jak kiedyś, dostałem to pytanie, za czasów szukania pierwszej pracy, w banku. Oczywiście co zrobiłem wcześniej? – wykułem sobie odpowiedź i mówiąc na spotkaniu „moją wadą jest poświęcanie prywatnego czasu na realizację celów służbowych, oraz fakt że jestem czasami zbyt ambitny i nie potrafię przegrywać” – śmiałem się wewnętrznie, patrząc jak babka z rekrutacji kiwa głową i wypisuje jakieś bzdury na moim CV. O dziwo robotę dostałem, ale że w tym samym czasie dostałem inną, wolałem schować garnitur do szafy i popracować w bardziej luźnym stylu i środowisku 🙂
Ale, do brzegu. Z bardzo wielu rozmów z ludźmi szukających pracy i opowiadających swoje „historie”, taki wyłonił się obraz: leniwego i nieprzygotowanego, chamowatego i bezmyślnie przepytującego – rekrutera korporacyjnego.  Ja wiem, nie każdemu psu Burek, ale nie obwiniam ich osobiście – bardziej na widelec biorę dziś kulturę, w której się poruszają. Nie chcę dziś oceniać człowieka – chcę naznaczyć schemat korporacyjności w prowadzeniu procesów rekrutacyjnych. Może choć jedna osoba skorzysta. Wtedy będę zadowolony ze swojego pisania.

Dzwoniła do Ciebie kiedyś rekruterka z korporacji?

Do mnie często, i zanim zdążyła powiedzieć z jakiej firmy dzwoni – wiedziałem że z tych, gdzie tym razem to ja od razu „jestem na nie”. W samym jej tonie była pustka. Zero emocji, uśmiechu, zaangażowania czy zainteresowania. Jak maszyna, powiedzieć, zanotować odpowiedzi, przekazać dalej. Chcesz zadać pytanie?
  • „Oczywiście Panie Dariuszu, na wszelkie pytania postaram się udzielić wyczerpującej i profesjonalnej odpowiedzi”
  • Pani Kasiu, czemu akurat do mnie Pani zadzwoniła
  • Panie Dariuszu, nasz research department wytypował Pana jako potencjalnego kandydata spełniającego nasze kryteria
  • Aha, a jakie to są kryteria?
  • Panie Dariuszu, są to kryteria jakie stawiamy kandydatom na to stanowisko.
  • A gdyby mogła mi Pani podpowiedzieć 2-3? Tak, żebym lepiej zrozumiał?
  • Panie Dariuszu, zapraszam na spotkanie to porozmawiamy.
I ja nie obwiniam tej dziewczyny. Ona dostała polecenie od swojej szefowej (idę o zakład że typowej „korpo-zołzy”, którą wzięła sobie za przykład i chce być taka sama jak ona. Bo mówią sobie po imieniu i chodzą razem na obiad i zakupy do galerii mokotów. Więc: jest fajna!).
Ona nie chce zrobić czegoś inaczej (pomimo pewnie, że potrafi, że chciałaby oddać firmie mały pierwiastek osobistego „po swojemu”. Na szkoleniu słuchała dobrych rad starszych koleżanek (które również brały przykład z „zołzy”), i usłyszała, aby się broń boże nie wychylać, stosować do poleceń i nie mówić niczego, co mogłoby ją kosztować kilkaset tysięcy złotych, które ma wpisane w Umowę o zachowaniu poufności (NDA).

Do dziś zastanawiam się, co jest tak fajnego w korporacji? 

10 godzin pracy i Excelowe weekendy zamiast spaceru i kina z rodziną?
Projekt, który dostaniesz do zrobienia „asap”, zarwiesz parę nocy, a finalnie podpisze się pod nim Twój szef?
Fałszywa stabilność, w której jesteś anonimowy dla prezesa, a Twój dyrektor (dopóki jest) nic Ci nie zrobi – bo dobrze bawiliście się na imprezie integracyjnej?
A może właśnie, imprezy integracyjne na których po 3 szklance, obrączka ląduje w kieszeni i zaczyna się „prawdziwa zabawa”?.
Temat rzeka, na inną dyskusję.
Korporacja jest sztywna. To wiemy wszyscy, nawet Ci co w nich pracują i nie lubią za to swojej pracy. I chociaż powoli odchodzi się od noszenia ubrań świąteczno-weselnych (patrz garnitur i garsonka), to nadal firmy oczekują od ludzi, że pokornie będą przebierać się do pracy. Niepojęte dla mnie jest, po co ludziom pracującym w call centre lub innym dziale, nie mającym na co dzień styczności z klientem –  każe się nosić koszule i krawat. Ja rozumiem, że standardy, że międzynarodowość, że super budynek, ale skoro wszyscy dziś głośno krzyczą „najważniejszy jest dla nas pracownik!”, to po cholerę ta cała maskarada?
To samo dotyczy rozmowy. Kto z nas nie dostał w twarz na spotkaniu następujących pytań:
 Co chciałbyś robić za 5 lat? 
Za każdym razem miałem ochotę powiedzieć „mieć własny, świetnie zarabiający biznes i leżeć na plaży”. – Ale co ty, drogi korpo-rekruterze z tego wyciągniesz? Że jestem ambitny – owszem. Że chce mieć dużo hajsu – a kto nie chce. Że lubię morze? 🙂
Drogi rekruterze: jeśli spotkasz studenta który szuka pierwszej pracy, i nie prowadzisz rekrutacji do McDonalda (bo tam przynajmniej można popracować 5 lat), to oszczędź sobie wstydu, nie zadawaj tego pytania. Oboje wiemy, że nikt już nie pracuje po 5 lat w jednej firmie. A skoro czasy się zmieniły, to podejście do ludzi też powinno.

Co możesz dla nas zrobić, czego nie mogą inni kandydaci?

To kolejne z serii pytań, jakich możesz się spodziewać na spotkaniach w wielkich, szklanych biurowcach. Nie wiem, co ludzie wtedy mówią, ale skoro pewnie pytanie na rozmowie brzmi poważnie, to nikt nie zachowa się jak w reklamie PZU, gdzie na rozmowie ludzie mają wykazać się wyjątkowymi talentami.
A teraz poważnie: skąd mam wiedzieć, czego nie mogą zrobić inni kandydaci? Mam wziąć topór jak za czasów wikingów i wytłuc resztę, udowadniając wam jak mi zależy? Czy wyjść udowadniając, że nie jestem tak głupi, jak reszta ludzi – aby odpowiadać na to pytanie?
Szkoda, że w ogłoszeniu nie napisali „szukamy desperatów”, wtedy z pewnością mieliby więcej czasu na szykowanie odpowiedzi do zarządu „dlaczego ludzie nie chcą u nas pracować?”
Na jednym z polskich portali znalazłem listę „100 pytań, jakie możesz dostać na rozmowie”. Po skreśleniu 30 normalnych – zgodzę się – możliwych do otrzymania na rozmowie, wymazaniu kilkudziesięciu bezsensownych, białka zaczeły mi się ścinać na widok jednego z nich.
Czytam (poważnie,autentyk!):
Pytanie na inteligencje: powiedz krok po kroku, jak zawiązałbyś moje buty?
Serio? Ale tak: s.e.r.i.o? W życiu nie spodziewałbym się, że można znaleźć takie „porady”! Po pierwsze, na czyją inteligencję to jest pytanie? Bo jeśli na autora – to pomysł z podpowiadaniem ludziom takiej „spodziewajki” jest pojebany, bo to nie jest pytanie na inteligencję, tylko na wyobraźnie  – sorry. Jeśli na moją, to w tym momencie czuje się obrażany, bo inteligentnie wysyłając CV i przychodząc na rozmowę, oczekując inteligentnego rozmówcy po drugiej stronie dostaję pytanie w którym ja mam wiązać Ci buty? A może słysząc to pytanie na rozmowie, mam inteligentnie podziękować za spotkanie i wyjść?
Co ten internet w czeluściach kryje…my god..
Która praca byłaby dla Ciebie najbardziej satysfakcjonująca?
Kolejne pytanie „pułapka” 🙂 hehe. Głupi rekruter myśli, że zadając takie pytanie weźmie Cię pod włos i udowodnisz sam sobie, że nie pasujesz na to stanowisko. Jest jeszcze drugie dno: oczywiście masz sposobność wykazać się wszystkimi super mocami, jakie na tym stanowisku pozwolą Ci być: Mistrzem, „Dżedajem”, Nindżą, Wirtuozem czy kimkolwiek innym, czego i tak nie wpiszesz sobie w CV. Bo wstyd.
Spora grupa rekruterów korporacyjnych, musi mieć wszystko „mierzalne”. Kandydat powinien w teście wykazać się ponadprzeciętną umiejętnością: czytania ze zrozumieniem, wyciągania wniosków, analizy danych i kreatywności. Aby tego było mało, musi być stanowczy (lecz nie za bardzo), odarty ze skrajnych emocji i pełen empatii dla współpracowników. Na koniec, wpuszczony do klatki z innymi „szczurami” (kandydatami), ma wykazać się przed oceniającym go rekruterami psychologami, że potrafi pracować w zespole, podejmować słuszne decyzje i liczy się ze zdaniem innych. Wszystko oczywiście zostanie określone wartością liczbową i biada Ci, jeśli będzie niższa niż 8/10, bo przecież „nie stać nas” na zatrudnianie „średniaków”.
W przypadku, gdy choćby przypadkiem pokażesz prawdziwą twarz, zażartujesz w nieodpowiedni sposób, wyjdziesz przed szereg lub niechcący pochwalisz się ponadprzeciętną znajomością jakiegoś zagadnienia, dostaniesz maila. „zdecydowaliśmy się na złożenie oferty osobie bardziej spełniającej nasze oczekiwania. Dziękujemy i zapraszamy ponownie”. Wprost nie powiedzą Ci, że nie pasuje im twoje zachowanie, lub że jesteś przekwalifikowany, albo zwyczajnie nie było chemii.
Napiszą do Ciebie w taki sposób, abyś czytając – nic nie zrozumiał/a. Bo inaczej stracili by twarz, której i tak nie pokazują.
Chętnie posłucham o Twoich doświadczeniach i najgłupszych pytaniach, jakie padło na rozmowie w firmie, do której zaprosili Cię na spotkanie! 🙂
Pozdro!
Spodobał Ci się wpis? Podziel się z innymi!Share on FacebookShare on LinkedInShare on Google+Tweet about this on Twitter