crowd-947557_1920

W chwilach dobrobytu i fali sukcesu ignorujesz wszystkie te zaczepki i zaproszenia do znajomych, wrzucasz do kibla i spuszczasz wodę, aby nikt z grona znajomych przypadkiem nie pomyślał, że szukasz pracy. Więc jeśli decydujesz się na posiadanie profilu w mediach społecznościowych, to albo ukryj się tak, aby Cię nie widzieli – i nie rób sobie wstydu.  Albo się zachowuj – bo kultura obowiązuje. 

Bywać na salonach trzeba umieć.

Nawet wchodząc do windy mówisz ludziom „dzień dobry” i „dziękuje” . Pierwsze, z kultury. Drugie – chuj wie, po i za co. Ale podobno tak wypada, więc pomimo innego światopoglądu i przekonań, nie chcesz wyróżniać się z tłumu. Od ponad dekady, gdy rekrutacja przeniosła się do Internetu, chyba każdy zdążył założyć, mieć, lub usunąć swój profil. 

Szukanie pracy przez LinkedIN, Pracuj czy Goldenline, czyli w skrócie mówiąc „media społecznościowe” – to już standard. Każdy ma gdzieś tam swój profil, a w nim całą historię swojego zatrudnienia, edukacji, umiejętności i co tam jeszcze wrzuci aby połechtać sobie ego. O tym co w profilu być powinno pisać nie będę, bo to Twoja sprawa. Ważne, aby mówił prawdę.

Posiadanie takowego, mimo wszystko zobowiązuje

Z chwilą jego publikacji przygotuj się na zaproszenia od :

– headhunterów – będą go przeglądali, w poszukiwaniu ważnych dla nich słów kluczowych. Jeśli spełnisz oczekiwania klienta – z pewnością się odezwą.

– znajomych Twoich znajomych – warto poszerzać ich grono, nigdy nie wiesz, z kim będziesz mieć wspólnych.

– całej reszty – będziesz dostawać zaproszenia od osób o różnych profilach. Jedni zaproszą Cię do znajomych po konferencji, inni po imprezie, a jeszcze inni będą chcieli zrobić z Tobą biznes – lecz na bank kiedyś Ci się przyda. 

No dobra: masz profil. I co teraz? Masz dwie możliwości. Zdecyduj, czy chcesz aby ludzie Cię widzieli (dzięki czemu myślniki będą na Ciebie pracować), czy też chcesz się ukryć (ale wtedy skasuj go w cholerę i nie zawracaj ludziom dupy).

Jeśli opcja pierwsza jest bliższa Twemu sercu, chodźmy dalej 🙂

Goldenline

Ależ ja się ostatnio nasłuchałem! Że nic nowego, że ludzie uciekają, że małżeństwo z Agorą nie wyszło im na dobre..a jakoś, zamiast napisanych w wordzie CV – co chwilę dostaje pobrane z goldena profile. Prywatnie mam do nich wiele serducha, bo pracę u nich i dla nich – będę polecał każdemu. Jeśli postawią tylko na marketing i nowe produkty – będzie powrót na salony.  To co mają zajebistego, to wiarygodność opinii na profilach pracodawców i że nie musisz „łączyć się” z nikim aby wysłać wiadomość –  polecam. Dodatkowo spora grupa head hunterów i ludzi z HRów w firmach korzysta z tzw „wyszukiwarki” – w skrócie warto mieć tam mocno uzupełniony profil, jeśli chcesz zwiększyć swoje szanse. 

Z LinkedINem jest trudniej..

Szczebelek w górę, na drabince zawodowej i od razu garniturek, koszulka, zdjątko full profeska i rączki zaplecione jak u bramkarza na Mazowieckiej. Tu nie przejdzie fota z wakacji, ślubu koleżanki czy spaceru z dzieckiem – od razu dostaniesz z liścia od znajomych tekstem „tu nie fejsbuk – musisz wyglądać profesjonalnie!”. No i to stanowisko! Jak śmiesz wpisywać polskie „kierownik!” – nie bądź passe! Tu rządzi manager, leader! Chcesz żeby ktoś pomyślał, żeś ze wsi?”. Wszystko po angielsku.

No i niestety, najpierw zaproszenie do znajomych, potem rozmowa. 

Zaproszenia

Dla niektórych wyda się to szokujące i wręcz nienaturalne, lecz wysłanie zaproszenia – tak samo jak jego otrzymanie, zobowiązuje.

Wśród obecnie i wielmożnie nam panujących headhunterów, handlowców, kołczów, mentorów czy też innych grup zawodowych, nawiązujących współpracę biznesową w tych właśnie miejscach,  zapanował nowy zwyczaj: wysyłanie zaproszeń do wszystkich. I nic nie byłoby w tym dziwnego, jeśli po ich akceptacji – poszłaby jakaś akcja. Wystarczyłoby zwykłe „cześć, mam sprawę” – i tu jej wsad merytoryczny. ”Nie pogardziłbym też „sorry, pomyłka” – każdemu się palec omsknie, albo odwidzi.  Ale nie. Tu następuje cisza. Długość takowej trwa zazwyczaj od dwóch tygodni do wieczności. 

Jeśli chcesz komuś wysłać zaproszenie do znajomych czy kontaktów biznesowych – postaraj się zadbać o tę „relację”. Jeśli po tym, gdy napiszesz o czym chcesz pogadać, z drugiej strony usłyszysz „nie jestem zainteresowany/a”, to i tak warto podziękować za chwilę uwagi.

Druga strona lustra

Ale przyjdzie taki dzień, gdy cholera wie, co Ci los przyniesie i trzeba będzie poszukać sobie nowej roboty. Wiadomo, dla tych co pracują w IT – szukanie pracy trwa krócej niż tydzień. Dla całej reszty to nie lada wyzwanie. Znaleźć fajną firmę, szefa, stanowisko i najlepiej, gdyby jeszcze blisko domu było (ale o tym, najpewniej, za tydzień)

Większość ludzi, zaczyna wtedy od aplikowania na ogłoszenia – i niestety na tym kończy…a właśnie w takim momencie, warto odświeżyć wszystkie nawiązane znajomości.

Zawsze mówię: poświęć godzinę na przejrzenie swoich kontaktów – podpytaj, czy mają w swoich firmach rekrutacje (lub sprawdź wcześniej samemu) na stanowiska o podobnych kompetencjach do Twoich . CV z polecenia jest warte 100 razy więcej od tego, które przychodzi „z ulicy” – sorry, tak jest..

Gdy upatrzysz sobie jakąś ofertę pracy – aplikuj, a potem znajdź na LI lub GL osobę z HR – podpytaj, czy pasujesz profilem od opublikowanej oferty (podeślij też link). 

Więc, nawet jeśli w dupie masz wszystkie zaproszenia które dostajesz – zaakceptuj i podziękuj, bo kiedyś będziesz go potrzebować.

Spodobał Ci się wpis? Podziel się z innymi!Share on FacebookShare on LinkedInShare on Google+Tweet about this on Twitter