children-593313_1280

Patrząc z perspektywy miesiąca..

..jeszcze nie dałem rady sprostać swoim prywatnym, noworocznym obietnicom: miałem wstawać o 5:30 zamiast o 7:00, Crossfit miałbyć codziennie – a nie 3 razy w tygodniu, książka przy łóżku niedługo zacznie sama siebie czytać, bo na mnie powoli przestaje liczyć (chociaż obiecałem sobie min. 2 na miesiąc). Dałem ciała, co zrobić.. ale dla poprawy samopoczucia, podsumowałem sobie styczeń jako miesiąc „próbny”. Potraktowałem go jako taką rozbiegówkę! 🙂 hehe. Czas więc na korektę realności zbyt ambitnych planów i dla spokoju sumienia rozgrzeszyłem się „zbyt dużą ilością pracy”.  Zaczne od lutego, a co 🙂

Myślę, że w tym roku poświęcę więcej „odcinków” tego bloga tematom, zbyt rzadko i ogólne opisywanym przez media HRowe. Będę chciał poruszyć wszechobecne tematy zasad, mitów, prawd i fałszów rekrutacji, z perspektywy rekrutera, oraz osoby szukającej pracy. Nie, nie będę wypisywał artykułów pt. „4 proste rady na oszukanie rekrutera”, albo ” te proste sztuczki pomogą Ci szybko zmienić pracę” – zbyt dużo tego w sieci, a z większości tego typu artykułów, niczego dla siebie nie wyciągniecie. Myślę że podrzucę wam parę praktycznych rozwiązań, które mogą rozwiać kilka wątpliwości, a co ważniejsze – pomogą się zastanowić, przed podjęciem pochopnej decyzji.

Jeśli nie masz czasu ani ochoty przeczytać całego artykułu, na końcu znajdziesz podsumowanie – warto rzucić okiem 🙂

Jak mawiał kiedyś Wielki Ptak w Ulicy Sezamkowej: „Sponsorem dzisiejszego odcinka będzie literka A”- jak Aplikowanie.
Dla większości osób oznacza to wysłanie CV. Gdyby zrobić z tego krótki film i będąc bardziej dokładnym – rozbić to na procesy, klasyk wyglądałby tak:

Kowalski

Scena 1: Kowalski wraca wkurwiony po pracy do domu, gdzie chwytając czystą szklankę z jeszcze nieopróżnionej zmywarki, wrzuca do niej 2 kości lodu, zalewa whiskaczem (w wersji patriotycznej – wódkę, dolewając Koli), rozluźnia krawat i siada przy Faktach (bo w Wiadomościach ogólnie panująca propaganda).

Kowalskiemu dzisiaj się przelało, po raz trzeci w tym miesiącu szef wysłał mu maila, w którym poprosił go o umówienie 3 spotkań rekrutacyjnych na Handlowców, bo jego sekretarka zachorowała (w poprzednich mailach miał zrobić zakupy na imprezę i przegląd jego służbowego auta).
Ciężko mu więc idzie współpraca z obecnym przełożonym, nie wspominając o samej satysfakcji z pracy. Miał być Analitykiem Biznesowym, kreować strategię, analizować dane, zarządzać zespołem i wdrażać rozwiązania. Jakoś nie może się doczekać, kiedy ten piękny sen zacznie się realizować, bo jak dotąd, to robi wszystko za wszystkich, pracuje na Excelu (choć obiecywali rozbudowane systemy) i siedzi po godzinach, nie wyrabiając się ze swoimi rzeczami.
Zespół szybko go przyjął, choć odkąd przyszedł, 2 osoby już odeszły, a kolejne chodzą na rozmowy i wcale nie kryją się ze swoimi opiniami o firmie.
Patrząc na wyniki sprzedaży, Kowalski wcale im się nie dziwi, choć sam jeszcze wstrzymywał się z nerwowymi ruchami. Szef wspominał o chwilowych „wahaniach rynku”, choć odkąd zaczęli przyjeżdżać z zagranicy na kontrolę i zapraszać kolejne osoby na dłuższe spotkania – zdecydował się dołączyć do grona poszukiwaczy.

Scena 2: Po drugim drinku, Kowalski decyduje się uaktualnić CV. Z nostalgią otwiera ostatnią wersję, którą dopieścił, przygotowując się do rozmowy w obecnej pracy. Dopisując aktualne stanowisko i kilka linijek zakresu obowiązków, nawet nie zastanawia się, w jaki sposób wytłumaczy na potencjalnej rozmowie, czemu po 4 miesiącach chce zmienić pracę. Teraz to nie jest ważne. Będzie się martwił później, gdy coś się trafi.

Scena 3: Zaczyna od LinkedINa, gdzie wpisuje w profilu „Otwarty na nowe wyzwania” i nr telefonu. Przeczytał gdzieś w poradach o szukaniu pracy, że dzięki temu łatwiej będzie headhunterom do niego dotrzeć (on jeszcze nie wie, że zobaczą to wszyscy, którzy odsłonią jego profil – razem z jego szefem, którego pierwszego dnia zaprosił do grona „znajomych”).

Następnie wchodzi na portale z ogłoszeniami i widząc urodzaj podobnych stanowisk, zaczyna się rozsyłać. „Statystyka musi zadziałać – pomyślał”.

Scena 4: Następnego dnia po południu dostaje pierwszy telefon, z jakiejś agencji pracy, na której ogłoszenie aplikował. Będąc nadal w pracy, zaczął nerwowo biegać po biurze z telefonem w ręku, w poszukiwaniu jakiejś salki, gdzie mógłby w spokoju oddać się przyjemności opisywania swoich mocnych stron. Niestety zaaplikował wczoraj na zbyt dużą ilość ofert, i średnio pamiętał, co miałby robić. Nie wypadł najlepiej..

Takich przysłowiowych Kowalskich spotykam przy okazji każdej rekrutacji. Nieprzygotowani, zestresowani, do wyrzygania zdesperowani, godzący się na wszystkie warunki – byle jak najszybciej rzucić papier i pójść do przodu. A parę miesięcy potem – sytuacja się powtarza… i tak w kółko..

Kandydat (Nie)idealny

Co moim zdaniem, najbardziej wkurza właścicieli sklepów (gorzej, ekspedientki)? Ludzie, którzy wchodzą do sklepu, pochodzą, popatrzą, pogadają. Zajmą Ci półgodziny wypytując o najdrobniejsze sprawy techniczne, pokiwają głową i obiecają że kupią (bo im się podoba i fajniejszego nie widzieli), oraz że wrócą za chwilę, tylko portfela zapomnieli. Oczywiście, przed wyjściem, zrobią zdjęcia i wróciwszy do domu, kupią to samo na allegro. Bo było 10 złotych taniej..
Tak samo jest w rekrutacji. Nie poznałem jeszcze rekrutera, któremu by się najlepszy kandydat, mówiąc branżowym językiem, „nie wysypał”. I wszystko byłoby w porządku i nikt nie miałby do siebie pretensji, gdyby owy jegomość przyjął ofertę od innej firmy. Lepszą. Ale po kolei…
Wszyscy wiemy, że zakres obowiązków wypisywany w ogłoszeniach to mit. Ideał, który nie istnieje. Bardziej ogarnięci rekruterzy wiedzą, że wypisywanie idealnego kandydata na 2 strony i zakresu obowiązków, składającego się z ponad 10 myślników – prowadzi do nikąd  – bo nikt tego nie przeczyta. A już, z pewnością,jeśli większość z nich będzie tzw. obowiązkowa – nie zaaplikuje,bo osoba o tak wszechstronnych umiejętnościach, po prostu nie istnieje.
Biznes często przeholowuje z oczekiwaniami myśląc, że w innych firmach ludzie mają dokładnie taki sam zakres obowiązków, pracują na takich samych programach i jedyne co trzeba zrobić, to dać komuś więcej kasy niż ma – wtedy będzie zmotywowany. Nic bardziej mylnego, bo najgorsze co się może wydarzyć, to dać komuś dokładnie takie stanowisko – jakie miał poprzednio.
O motywacji pisałem nie raz, i wiele razy jeszcze będę, bo wg. mnie jest to najważniejszy element całej układanki. Mimo wszystko nigdy do końca nie jestem pewny, czy ktoś nie robi mnie w konia.
Pamiętam, jak parę lat temu pomagałem jednej firmie w rekrutacji Kierownika Laboratorium. Puściłem ogłoszenie na jednym portalu (nazwy nie podam specjalnie, żeby potem nie wyszło, że reklamuję) – średnio wierząc w jego skuteczność (bo firm, w których pracują ludzie o podobnym profilu było około 40), a że direct search trochę trwa, trzeba było wspomóc się wszystkimi narzędziami, bo czas uciekał 🙂
Oczom nie wierzyłem, gdy następnego dnia na skrzynce miałem gościa, idealnie pasującego do profilu. Długo nie czekałem i zadzwoniłem do niego, aby sprawdzić, czy reszta oczekiwań też będzie pasować. Pół godziny potem cieszyłem się jak głupi, bo gość miał większość na skali oczekiwań. Umówiliśmy więc spotkanie, na którym okazało się że facet zaaplikował z ciekawości, bo pracuje w obecnej firmie już 5 lat i zwyczajnie się rozgląda (motywacja do zmiany = 0). Ma obecnie fajny projekt, jasną ścieżkę rozwoju, dobry dojazd do pracy, benefity i normalnego szefa.
Skracając: biznesowi się spodobał i dostał ofertę na wyższe stanowisko niż ma, sporo kasy i odpowiedzialności.
 Poprosił jednak o list intencyjny (który przy okazji – nie ma żadnej wartości prawnej i do niczego nie zobowiązuje), aby być pewnym, że gdy złoży wypowiedzenie – nie zostanie na lodzie. Dwa dni po otrzymaniu listu dostałem maila, że rezygnuje z procesu, dziękuje za udział ale nie zmieni teraz pracy.
Tak się właśnie dzieje, gdy zapraszamy do udziału w procesie ludzi, którzy od samego początku pokazują, że im nie zależy.

Podsumowując:  

  • Jeśli zamierzasz zmienić pracę, to nie czekaj aż Ci się uleje, bo wtedy desperacko będziesz szukać czegokolwiek, aby tylko uciec z obecnego miejsca. A ludzi w HRach nie oszukasz, takie rzeczy zauważą od razu.
  • Jeśli nie sprawdzisz wszystkich ważnych dla Ciebie aspektów (zakres obowiązków, godziny pracy, programy na których będziesz pracować, częstotliwość wyjazdów służbowych), z dużym prawdopodobieństwem weźmiesz pierwszą lepszą ofertę – byle zmienić, a parę miesięcy potem będziesz szukać kolejnej. Plując sobie w brodę za pośpiech i zły wybór.
  • Upewnij się, że osoba która będzie Twoim przełożonym – zna Twoje oczekiwania i będziecie wstanie się dogadać. Warto poświęcić temu dodatkowe spotkanie, nawet gdy dostaniesz ofertę i trzeba będzie się szybko decydować. Poświęć extra godzinę na sprawdzenie, czy człowiek z którym będziesz pracować następne X czasu, nie tylko będzie rozliczać Cię z wyników, ale będzie w stanie Cię uczyć, wspierać i dbać o Ciebie w trudniejszych chwilach.
  • Jeśli chcesz wprowadzić zmiany w swoim CV na LinkedIN lub Goldenline, zadbaj o to, aby nagle nie zobaczyli tego wszyscy dookoła (chyba, że właśnie na tym Ci zależy). W ustawieniach prywatności wyłącz opcję odpowiadającą za widoczność zmian na profilu.
  • Gdy rozpoczniesz poszukiwania, lepiej nie mów nikomu. (zawsze zadaje sobie to pytanie: po co ludzie to robią?)
  • Jeśli wysyłasz swoje CV na jakąś ofertę pracy, to rób to świadomie i zapamiętaj gdzie ono poleciało. Gdy zadzwonią do Ciebie z działu rekrutacji:

             NIGDY  nie mów: „a czy mogłaby mi Pani przypomnieć na co aplikowałem?”.

              LEPIEJ powiedz „nie mogę chwilowo rozmawiać, niebawem oddzwonię”.
              Po rozłączeniu się, sprawdź pocztę wychodzącą – firmę, znajdź ogłoszenie i przygotuj się do rozmowy;
  • A jeśli na rozmowie dostaniesz pytanie: Czemu chcesz zmienić obecną pracę?
              NIGDY nie mów „Rozglądam się tylko” – wyśmieją Cię. Zresztą, słusznie.
              LEPIEJ bądź pewny/a, że chcesz ją zmienić i przygotuj argumenty. Fakty, nie przeczucia.
  •  A jeśli jesteś rekruterem, to poświęć najwięcej czasu na sprawdzenie motywacji kandydata – dzięki temu oszczędzisz go sobie później 🙂
Spodobał Ci się wpis? Podziel się z innymi!Share on FacebookShare on LinkedInShare on Google+Tweet about this on Twitter