pexels-photo-47710

Najdłuższe CV jakie dostałem miało 17 stron. Czy przeczytałem całe? Pierwszą stronę, resztę przekartkowałem aby policzyć strony. Oczom nie chciało mi się wierzyć że ktoś zmarnował tyle czasu żeby stworzyć coś, co pewnie łechta ego autora za każdym razem gdy je czyta. Mi sprawił frajdę sam fakt, że dodam je do „ściany gwiazd”, która z roku na rok zwiększa swą objętość o kolejne rekrutacyjne gwiazdy.

Biografia
Każdy z nas ma przynajmniej jedno CV, jak nie tylko jedno w dwóch wersjach językowych. Od kiedy stworzyliśmy sobie pierwszą wersję (pewnie za czasów pierwszej pracy wakacyjnej), kiedy tylko zmieniamy stanowiska, dopisujemy kolejne doświadczenia, kursy czy szkoły. I tak rośnie nam wpisujemy, na siłę, oby więcej – bo im więcej tym lepiej! Bzdura.

Warto przypomnieć większości z was, że życiorys to nie jest miejsce na wysypanie wszystkich waszych umiejętności i doświadczeń zgromadzonych w całym Twoim życiu. Ma Ci pomóc dostać pracę o którą się starasz, wyróżnić w tłumie innych kandydatów i zaprezentować poszukiwane przez firmę doświadczenie w taki sposób, aby dostać zaproszenie na rozmowę (na początku telefoniczną). Wielokrotnie powtarzam to kandydatom, więc i w tym miejscu dam dobrą radę: CV nie jest dla Ciebie, ale dla mnie. Przykre ale prawdziwe, to mi ma się spodobać – jego treść, forma, objętość. To ja mam je przeczytać, porównać z oczekiwaniami i zobaczyć czy będziesz pasować do firmy.
Dane osobowe, czyli jak na komisariacie:
Po zakończeniu czytania tego fragmentu, zazwyczaj wiem już dość dużo o życiu konkretnej osoby. Jeśli pominąć standardowe imię i nazwisko, telefon oraz e-mail (co w zupełności wystarczy w tym miejscu), dodatkowe informacje potrafią nie tylko zaskoczyć, lecz przyprawić o zdumienie. Żałosne że zakrywasz dłonią jak wstukujesz pin przy płaceniu kartą, a takie rzeczy piszesz w dokumentach które rozsyłasz po świecie.

Data urodzenia – nie warto (podkreśliłbym i wyboldował pięciokrotnie). Nie muszę wiedzieć kiedy masz urodziny. Chyba że zależy Ci aby podkreślić swój wiek, – wtedy luz, choć w żaden sposób nie pomoże to ocenić Twoich kwalifikacji. Smutną prawdą jest fakt, że HRowcy patrzą na wiek i sugerują się tym przy dobieraniu osób do zespołu.

Zbędne są wszystkie pozostałe informacje, które postanowisz umieścić. Zabraniam, zakazuje i ostrzegam, przed wypisywaniem bzdur typu:
– stosunek do służby wojskowej
– żonaty/zamężna/rozwiedziona/kawaler
– nazwisko panieńskie
– liczba dzieci (oraz stopień ich edukacji)

Wykształcenie:
Sporo ludzi lubi się rozwodzić nad swoim wykształceniem. Wpisują uczelnie, specjalizacje, wydziały, kierunki, katedry i zanim się obejrzą – pęka jedna trzecia strony. Dotyczy to zwłaszcza tej grupy łebskich chwalipięt, która z uporem maniaka przedstawia historię swą od podstawówki (przecież średnia 4,2 to wyczyn i trzeba się nim pochwalić), przez liceum (temat z polskiego na maturze „Rola obrazu w literaturze i sztuce” na prawdę …. opluć monitor kawą przy porannej lekturze), skończywszy na poetyckich wyznaniach tytułów prac dyplomowych oraz nazwisk profesorów którzy chlubnie podpisali się pod Twoim dziełem.

Jeśli kończysz zarządzanie, marketing, finanse czy cokolwiek mało wspólnego z tym co robisz, wpisz uczelnie, i specjalność. To wystarczy. Chętnie podpytam Cię, pewnie na spotkaniu jeśli czasu wystarczy, jakie masz plany na dalszą edukację, lecz jeśli zależy Ci żebym nie zakończył lektury Twojego życiorysu na początku, pozwól mi przejść żwawym krokiem przez tę dolinę Twojego wieloletniego cierpienia.

Języki Obce:
Mam tę przyjemność że znam osobę która w CV wpisała że zna 8 języków. Biegle. Mega zazdroszczę cierpliwości i talentu do osiągnięcia takiego poziomu.
Niestety kreatywności większości kandydatów nigdy w tym miejscu nie ogarnę.  Zwłaszcza wpisywania znajomości języka polskiego (podkreślając dodatkowo swoją umiejętność słowami „native” czy „biegły”) – choć czasem jak rozmawiam z takimi ludźmi to chętnie zasugerowałbym przeczytanie książki lub dwóch dla poszerzenia zasobu słownictwa.

Dla każdego kto nie czuje się na siłach aby wpisać „dobry” lub „bardzo dobry” przy językach obcych którymi włada, pokazuję i objaśniam:

Poziom początkujący, to nie jest znajomość 2-3 zwrotów typu „dzień dobry” i „two beers please” – bo akurat na wakacjach tylko to było potrzebne. Aby to napisać warto znać tak około tysiąca słów i obczajać podstawową gramatykę.

ciąg dalszy nastąpi..

Spodobał Ci się wpis? Podziel się z innymi!Share on FacebookShare on LinkedInShare on Google+Tweet about this on Twitter